Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 84051
  • Dzisiaj wizyt: 3
  • Wszystkich komentarzy: 177

Wilson

Flag Counter

w Sieci

Prawica kopie się po tyłkach dla TV Trwam

Media prawicowe są urocze, wydrapują sobie oczy w sprawie biznesu o. Rydzyka. Do walki o kanał religijny na multipleksie cyfrowym stanęły dwa podmioty.

 

Rzecz jasna, TV Trwam i nowy podmiot Point Group (właściciel: Michał Lisiecki), wydawca „Wprost” i „Do Rzeczy”, prawicowego tygodnika, który powstał po przegnaniu z ” Uważam Rze” Lisickiego, Ziemkiewicza, Jankego i tym podobnej hołoty.

 

Inni – jak bracia Karnowscy (też przegnani przez Grzegorza Hajdarowicza) – utworzyli drugi tygodnik prawicowy „W sieci”. Karnowscy są za koncesją dla o. Rydzyka, a Paweł Lisicki za koncesją dla swego wydawcy Point Group Lisieckiego.

 

I teraz wydrapują sobie oczy, walczą. Oskarżają się o wszystko, włącznie z antykatolicyzmem, zaprzaństwem, antypolskością. Publicysta „Gazety Wyborczej” Sebastian Kucharski ujmuje to następująco:

 

Krzysztof Czabański, były prezes Polskiego Radia i kandydat PiS na posła, wie dlaczego wydawca „Wprost” zdecydował się uruchomić tygodnik „niepokornych autorów” pod tytułem „Do Rzeczy”. Zrobił to, bo miał zamiar walczyć o nadawanie kanału społeczno-religijnego z TV Trwam.

Czabański tłumaczy to w krótkiej notce na blogu w serwisie Wirtualnemedia.pl.

Pyta tam czytelników: „Jeśli ktoś się zastanawiał, jaką misję ma do wypełnienia Lisiecki, gdy przedstawiał się jako wydawca i mecenas tygodnika niepokornych, to teraz chyba nie powinien mieć najmniejszych wątpliwości? No, bo i po co by lazł w nie swoje rewiry, gdyby mu to nie było do czegoś koniecznie potrzebne?”.

A później dodaje: „Czyż bowiem KRRiT może odmówić człowiekowi, który nagradza prezydenta, wydaje tygodnik liberalny i antykościelny a jednocześnie wydaje tygodnik autorów niepokornych, broniących Kościół i krytykujących prezydenta? Toż to wręcz wzorzec z Sevres pluralizmu i demokracji! Przy nim ojciec Rydzyk i SKOK-i to opoka totalizmu, cenzury i propagandy…”..

Point Group (wydawca „Wprost” i „Do Rzeczy”) zgłosił się do konkursu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na kanał społeczno-religijny (podobnie jak TV Trwam) i kanał edukacyjno-poznawczy. O tą drugą koncesję stara się też wydawca tygodnika braci Karnowskich „W Sieci”, konkurent „Do Rzeczy”. Spółka wydająca „W Sieci” powiązana jest ze SKOK-ami. A sam Czabański jest członkiem redakcji pisma Karnowskich.

 

Prawica zwykle jest mało szlachetna, a dla o. Rydzyka jest w stanie sama sobie nakopać w tyłek. Okładają się nawzajem, ile wlezie. A Rydzyk i tak będzie łaził ze swoimi owieczkami w „obronie TV Trwam”, bo wszystko chciałby otrzymać od wiernych i państwa za darmo.

Kaczyński na prezydenta!

 

Jarosław Kaczyński zapowiedział start w wyborach prezydenckich. Jak bum-cyk-cyk. Dokładnie dla tygodnika „W Sieci” powiedział: – Jeśli zaistnieje potrzeba, bym kandydował, to będę kandydował.

 

Powstaje pytanie, które „patriotom” z pewnością nie pozwala spać po nocach: – Prezesie, och prezesie, powiedzże, jaka to potrzeba? Nagła cholera, czy potrzeba na ten przykład seksualna? Hm, prezesie, och, bo my spać nie możemy.

 

Ależ oczywiście prezes jest pewien, że w kolejnych wyborach zdobędzie bezwzględną większość. Czyli mówiąc ludzkim językiem, prezes Kaczyński zdobędzie 50% plus jeden głos.

 

Po czym prezes w rozmowie z braćmi Karnowskimi musiał odgarnąć sobie siwą grzywę, bo galop retoryczny poniósł go, że hej. Chrząknął, cmoknął, siorbnął i dodał: – W tej chwili partia koncentruje się nad działaniami zmierzającymi do objęcia władzy.

 

Drodzy czytelnicy, dobrze to przeczytaliście. Toczka w toczkę cytuję słowa prezesa. Tylko proszę, nie sikajcie w majty ze śmiechu.

 

Komentarza mojego nie będzie. Przypomnę słowa wybitnego politologa Kazimierza Kika, który o zapędach prezesa Kaczyńskiego takoż rzekł: - Nie widzę w Europie przywódcy, który po dwóch kolejnych klęskach nadal byłby na czele partii. W mojej ocenie najbliższe wybory do Parlamentu Europejskiego (2014 r.) mogą osłabić ducha, a wybory parlamentarne (2015 r.) będą już ostatnimi wyborami Jarosława Kaczyńskiego jako prezesa PiS. Sześć przegranych lat w polityce (PiS nie wygrało wyborów od 2007 r.), to ogromne obciążenie. Jarosław Kaczyński tonie pod ciężarem własnych przegranych.

 

Zasadnym jest pytanie: Prezesie, kiedy odejdziesz, aby już przestać czytać i słuchać twoje dyrdymały wielkie, jak Himalaje.

Kaczyński zapowiada turbulencje

Uwaga! Jarosław Kaczyński już w całej pełni się udziela. Mianowicie, udziela wywiadu sprzyjającym mu redaktorom Karnowskim. W najnowszym miłującym go tygodniku „w Sieci” przeprowadza porównania w stylu kaczystowskim (nowe pojęcie retoryczne), w którym zestawia siebie i innych – wychodzi mu zawsze: ja, Kaczyński jestem najlepszy.

 

Porównuje siebie z Viktorem Orbanem. I co mu wychodzi? A to, że podobnie jego i Orbana skazywano, że „powinien odejść”. Odszedł Orban z opozycji, ale do władzy. Orban postępuje, jak Kaczyński, więc powstaje pytanie, dlaczego prezes PiS nie może wrócić do władzy? To jakaś niesprawiedliwość dziejowa.

 

A dlaczego Kaczyński tak trzyma się nadziei, jak rzep psiego ogona, iż wróci do władzy? Dla mamy to robi: „Jest moim zobowiązaniem wobec mamy, jak i wobec mojego śp. Brata, prezydenta Rzeczypospolitej, by z całych sił próbować w Polsce coś zmienić, by naprawić to co złe. To jest też moje zobowiązanie wobec Polaków. Zamierzam to zobowiązanie wypełnić”.

 

Dalej będzie nas Kaczyński molestował swoimi Alternatywami i Smoleńskiem: „Tak, nie ma mowy o żadnym moim wycofaniu się z polityki, nawet, jak to rozpowszechniano, na kilka miesięcy. Odwrotnie – będzie ofensywa. (…) Przygotowywana jest kolejna konferencja programowa. Wracam też na trasę objazdu kraju, czego zaniechałem ze względu na śmierć mamy. No i wszystkie nasze zadania, od dążenia do wyświetlenia prawdy o tragedii smoleńskiej po obronę zagrożonej przez obecny monopol władzy demokracji, walkę z ateizacją,  będziemy kontynuować, z jeszcze większą niż dotąd energią”.

 

Donald Tusk musi mu się prezesowi śnić po nocach, bo podejrzewa, że on stoi za tym, iż fabularyzowany reportaż o katastrofie smoleńskiej National Geographic „Śmierć prezydenta” to jego sprawka: „(Tusk) musi bronić tego smoleńskiego kłamstwa w które tyle zainwestowano. I inwestuje się nadal choćby przez ten film National Geographic, którego scenariusz napisała chyba generał Anodina”.

 

A sondaże, jak zwykle, wiarygodne są w posiadaniu Kaczyńskiego: „W naszych badaniach widać, że straty nie są tak wielkie jak przedstawiają to media. Są badania w których znowu wychodzimy na prowadzenie”.

 

Proszę państwa, zapinamy pasy, będzie trzęsło, zapowiadane są silne turbulencje. Wraca za stery politycznego tupolewa pilot Kaczyński. Znowu w coś wyrżnie, pierdyknie niejedną głupotę. Pull Up, Pull Up. Aż w końcu usłyszy od natury: Terrain Ahead.

Karnowskie samoobsrywanie

Dziady Karnowskie nie popuszczą, jak ich sponsor Jarosław Kaczyński, póki nie zniszczą Polski.

 

Na najnowszej okładce dziadowskiego tygodnika atakują Lecha Wałęsę TW Bolkiem. Można domyślić się, co dziady Karnowskie piszą wewnątrz numeru.

 

Ale jak to u nich w zwyczaju, wszystko im się pieprzy. W lustrze nie jest Bolek, tylko Lolek. Tak dziady mają, sami siebie obsrywają.

Przemysł pogardy prezesa

 

Bracia Karnowscy są publicystycznymi dziadami. Nie piszę tak, aby ich poniżać, latają mi. Mam na myśli ich walory intelektualne i charakterologiczne. Znaczy się: brak tych walorów.

 

Taki jest ich portal wPolityce – dziadowski (acz pierwszy tak określił Wojciech Sadurski), taki jest ich periodyk „wSieci”, gdy w bambuko jeden z nich zrobił Grzegorza Hajdarowicza, dojąc kasę z właściciela „Rzeczpospolitej”, a na boku kręcąc własne lody.

 

Tak mają dziady, jak ktoś będzie chciał zilustrować dziady jako takie, portretować Karnowskich – to są dziady publicystyczne i ludzkie w całej krasie.

 

O innej jednak rzeczy chcę napisać, oto publikują na portalu, aby podrasować sprzedaż numeru świątecznego periodyku, fragmenty książki niejakiego Sławomira Kmiecika „Przemysł pogardy”. Nie warto byłoby wspominać o tej pozycji, bo jej poziom i zawartość nie zaskakują, są średnio nijakie i takoż publicystycznie odkrywcze.

 

Autor utrzymuje, iż nikim tak nie gardzono przed śmiercią i po śmierci, jak Lechem Kaczyńskim. Otóż silniej gardził Polakami tenże samobójca spod Smoleńska (plus 95 innych niewinnych ludzi zabitych przez niego, pośrednio przez brata Jarosława), żadni politycy nie gardzili tak Polakami jak bracia Kaczyńscy.

 

Nieprzypadkowo bracia Kaczyńscy byli nazywani kartoflami, bo takie mieli (Jarosław ma do dzisiaj) pojęcie o polityce, potrzebach Polaków i patriotyzmie.

 

Bracia Karnowscy i dzisiaj „polityk” Kaczyński gardzi swoim elektoratem, którego nie wiadomo dlaczego nazywa patriotycznym, a który został zwiedziony przez zaprzańca i ogłupiony. Pogarda Kaczyńskiego występuje w krystalicznej postaci, może zastanawiać, że tak marny fizycznie człowiek może wmawiać takie brednie, jak kartofle.

 

Pogardę wytwarza kartoflana mentalność Kaczyńskiego. Lech nie wytrzymywał ciśnienia, a dzisiaj Jarosław. Prezes PiS gdy tylko w jakiejkolwiek sprawie się odezwie, konstruuje taką kalumnię, perełkę nienawiści, iż dominuje w sferze publicznej i medialnej. Z wypowiedzi Jarosława dałoby stworzyć kilka grubych tomów leksykonu „Przemysł pogardy prezesa”.

Smoleńsk – robienie Polaków w balona

 

Posłowie PiS straszą Andrzeja Halickiego (PO) postawieniem przed komisją etyki poselskiej za słowa o Marcie Kaczyńskiej, jeżeli rozpowszechnia zamach smoleński i w niego wierzy, niech odda 3 mln zł z ubezpieczenia za śmierć rodziców, gdyż zostały jej przyznane nieprawnie.

 

Ubezpieczenie nie obejmowało zamachu.

 

W gruncie rzeczy Halicki ma rację, a przy tym stawia się PiSowcom, którzy rozpowszechniają tę bzdurą zamachową w jednym celu: jest to ich polityka pozyskiwania elektoratu za pomocą kłamstwa spiskowo-zamachowego.

 

A najważniejsze: PiS niszczy polską politykę i ośmiesza. Takimi wystąpieniami, jak Halickiego, można ich medialnie ośmieszać i nie pozwalać zawłaszczać przestrzeni publicznej schizofrenicznymi teoriami.

Ciekawsze jest zdanie Marcina Dubienieckiego, męża Marty Kaczyńskiej, który uważa, że towarzystwo w jakim obraca się jego żona, używa katastrofy smoleńskiej do partykularnych interesów: - Dziś całe zamieszanie wokół sprawy zamachu jest jedynie pożywką dla prawicowych gazet, które na tej podstawie budują swój przychód operacyjny, a niekoniecznie chodzi im o wyjaśnienie tej sprawy. Angażują w to rodziny, które żyją nadzieją, że faktycznie jakieś dowody ktoś posiada. Bazują, mówiąc krótko, na naiwności tych ludzi – ocenia prawnik. I dodaje: - Jako obywatel ubolewam nad tym, że ta sprawa [hipoteza zamachu] podzieliła nawet rodziny ofiar tego zdarzenia i zamazała merytoryczną dyskusję nad sprawą.

 

Wręcz oskarżycielsko brzmią inne słowa Dubienieckiego: - Dziś grono ludzi wokół PiS-u, którzy angażują się w wyjaśnienie katastrofy, z pewnością nie chce już tego robić, ale wizja braku znalezienia się na liście wyborczej w przyszłych wyborach nie pozwala im przestać. Większość polityków skrajnej prawicy znalazła w wyjaśnianiu katastrofy swój sposób na obecność w polityce, a tym samym na przetrwanie. Szkoda pieniędzy na takich posłów.

 

Nie można się zgodzić z konkluzją męża Marty K.: - Jeśli są dowody na zamach, to osoby, które je posiadają, powinny je przedstawić prokuraturze. Jak do tej pory nikt nawet nie złożył zawiadomienia do prokuratury o możliwości dokonania zamachu w Smoleńsku, które zawierałoby dotychczasowy dorobek różnych komisji składających się z naukowców badających sprawę – ocenia. – Jako adwokat mogę stwierdzić, że bez zasadniczego dowodu, jakim jest wrak i czarne skrzynki, opinie różnych biegłych są tylko teoriami naukowymi nic nie wnoszącymi do sprawy.

Ten rejwach wokół Smoleńska wywołał wywiad sieroty po Kaczyńskich, która dwutygodnikowi „w Sieci” dziadów Karnowskich, powiedziała: - Cała wiedza, jaką mamy, prowadzi do logicznego wniosku, że pasażerów tupolewa po prostu zabito, że doszło do dwóch wybuchów i to spowodowało tragedię.

 

Katastrofa smoleńska dla Kaczyńskiej to droga do sukcesów w polityce, będzie się trzymała teorii zamachu, jak pijany płotu, jak Jarosław Kaczyński deptania po Krakowskim Przedmieściu. Te chore zachowania to robienie polityki dla swoich celów. Mają swój lud smoleński, który w owe bzdury wierzy, a resztę (większość) Polaków robią w balona.