Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 83413
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 177

Wilson

Flag Counter

Tomasz Sakiewicz

Rydzyk wali kropidłem w Sakiewicza

Tomasz Sakiewicz podpadł Rydzykowi na amen w pacierzowi. Ojciec dyrektor nie popuści, jest mściwy, jak na katolika przystało. Lubi walić kropidłem po łbie, bo szkoda mu wody.

 

A idzie o stary spór (z 2006 roku) między „Naszym Dziennikiem” i „Gazetą Polską”, który niby się toczy o współpracę z bezpieką abp Wielgusa, a tak naprawdę o rynek gazet codziennych i kto będzie rządził w PiS. Rydzyk z Kaczyńskim, czy Sakiewicz z Macierewiczem.

 

Sakiewicz jest zmuszany, aby klęknąć przed jego wysokością „papieżem” Rydzykiem. W najnowszym wywiadzie w „Naszym Dzienniku” właściciel organu mówi, że w „Gazecie Polskiej” nie ma miłości do Kościoła, a to w języku rydzykowym jest niemal klątwą.

 

Oskarżany jest Sakiewicz o handel świętościami Kościoła, podobno Sakiewicz robił szacher-macher z medalikami św. Benedykta.

 

Rydzyk tak mówi: „Tak, trzeba podać dłoń, ale najpierw trzeba odwołać pewne rzeczy”. A to znaczy: dam mu rękę do pocałowania, ale najpierw niech Sakiewicz pod stołem odszczeka.

 

Polscy wyłudzacze szmalu od biednych ludzi, katolików i patriotów chcą, jak najwięcej zagarnąć dla siebie. Więc tłuką się, jak złodzieje przed otwartym sejfem: który ma więcej zagarnąć dla siebie.

Sakiewicz: gnom nie tylko z wyglądu (szczególnie)

Nie przeszkadzałby mi taki człowiek, jak Tomasz Sakiewicz, gnom intelektualny i z wyglądu, gdyby nie wyprowadzał na manowce rzesze Polaków. Nie wiem, kto to jest – z urodzenia sowiet  - jako publicysta i dziennikarz żaden, wystarczy, że się odezwie – pluje językiem polskim; zaplutą dykcją.

 

Gnom, jak z horrorów, tępi Polaków. Ludzka mara Sakiewicz dopada innych i tłucze – a to pomówieniami, konfabulacją. Wali z kastetu sowieckiego i żyje sobie nierób, który w języku polskim nie potrafi sklecić przyzwoitego zdania.

 

Sowiet Sakiewicz to wytwór tej podłości ludzkiej, która się przecież zdarza i świadczy o nędzy ludzkiej, amoralny i antychrześcijański. Zaznała tego Eliza Michalik, dzisiaj dziennikarka Superstacji, karierę zaczynała w takim tytule, jak „Gazeta Polska”, którą kieruje Sakiewicz. W pewnym momencie naczelnemu i młodej dziennikarce nie było już jednak po drodze. Miała poglądy, których nie wolno było już mieć. Za bardzo podobał się jej liberalizm gospodarczy, krytykowała o. Rydzyka. – Chciałam odejść w spokoju, ale się nie udało. Z tego środowiska bardzo ciężko się wychodzi, bo ono nie potrafi człowieka tak po prostu wypuścić. Musi zlinczować, zgnoić, opluć – mówi.

 

Tak to opisuje Eliza Michalik na portalu naTemat.pl:

 

- Jeśli mam do wyboru porównanie między gangiem a sektą, to było temu bliżej do sekty. To się widzi dopiero po wyjściu z niej – mówi. Z perspektywy czasu dziennikarka przyznaje, że jeszcze wówczas, gdy pracowała w „Gazecie Polskiej”, mogła dostrzec sygnały, że w tym środowisku nikt nie przewiduje możliwości wyjścia. – To było prawie dekadę temu, gdy miałam dwadzieścia kilka lat. Wtedy nie byłam taka mądra. Dochodził też taki dość częsty w tym środowisku idealizm. Do dziś można tam spotkać bardzo wielu młodych idealistów. Mam wrażenie, że teraz też starsi ich umiejętnie wykorzystują do różnych akcji, podrzucając tematy. Oni myślą, że ratują świat, a tamci po prostu zbijają na tym kasę – ocenia.

 

Na pierwszy rzut oka środowisko prawicowych mediów jest jednak niezwykle mocno zintegrowane. – Oni wydają się być jedną wielką rodziną. Do pewnego momentu. To naprawdę przypomina mechanizm działania sekty. Uczyłam się o nim trochę na studiach i właśnie tak to wygląda. Gdy ktoś nagle nie zgadza się z linią redakcyjną, okazuje się, że nie ma żadnej rodziny. Ludzie, u których bywało się w domu, nagle nie chcą cię znać – mówi Michalik.

- To czysto biznesowy mechanizm. Bierze się człowieka spod Kielc, czy spod Katowic, tam gdzie jest duże bezrobocie. On często pewnie rozkręcał tam klub „Gazety Polskiej”. I zaprasza się go do Warszawy, załatwia jakieś mieszkanie, niezłą pensję. Młody człowiek dostaje wtedy amoku. Jest świetny, jest kimś. Może spotykać się z ludźmi, których dotąd widział tylko w telewizji – opisuje mechanizm „GP” dziennikarka.

Kiedy jednak taka osoba zmienia poglądy, chce coś w swoim życiu zmienić, jej dotychczasowi opiekunowie przypominają, że powrót jest możliwy tylko w to miejsce, z którego się przyszło. Z wielkiego świata z powrotem do małego miasteczka z wielkim bezrobociem. – Tak i mnie mówiono. Straszono, że wyjadę z Warszawy, a jak wrócę do swojego małego miasteczka, to i tam nie znajdę pracy – wspomina Michalik. I nie były to słowa rzucane na wiatr. Gdy odeszła z „Gazety Polskiej” nawet do jej przyjaciół spoza świata mediów dzwoniono, by ostrzec przed nią. – Mówili im, że jestem szemraną osobą, że nie można pożyczyć mi pieniędzy, bo jestem złodziejką. To pętla, która zaciska się na kimś, kto odszedł. Zupełnie nie wiem, dlaczego. Czemu nie pozwolili mi odejść w spokoju i dalej robić swoje. To wszystko dlatego, że zmieniły mi się poglądy? – pyta.

W grę wchodzą jednak nie tylko wielkie idee, ale i równie wielkie pieniądze. Z relacji ludzi, którzy aktywnie działają podczas różnych prawicowych wydarzeń wynika, że każdego rodzaju marsz, czy demonstracja to świetny biznes. Gdy na marszu pojawia się kilkadziesiąt tysięcy osób, wraz z nimi pojawiają się handlarze, którzy sprzedają znaczki, książki, czasopisma. Tak samo jest podczas objazdowych spotkań na temat np. katastrofy smoleńskiej. Kiedy jest jakaś rocznica, pojawiają się jeszcze kwiaciarze. Wszyscy są oczywiście „prawicowi”, swoi. Zdaniem Michalik ten biznes dociera nawet do 4 mln ludzi. Jeśli założymy, że na każdym wydarzeniu tylko kilka tysięcy osób kupi książkę czy kwiaty za kilkanaście złotych, widać jak wiele prawica może stracić, jeśli pojawi się więcej ludzi takich, jak Michalik.

 

Inny przykład? Nasuwa się tylko historia ewolucji poglądów Cezarego Michalskiego. Dziś publicysta jest znany przede wszystkim z ostrego pióra w „Krytyce Politycznej” i niewielu już pamięta, że przed laty publikował nawet w tak konserwatywnych pismach, jak „Fronda”. Jednak kiedy zaczął zmieniać, liberalizować swoje opinie, dawne środowisko mu nie odpuściło. Na łamach redagowanych przez dawnych przyjaciół zlustrowano go moralnie. Michalik za sprawą dawnego środowiska została oszustką i plagiatorką. Michalskiemu wyciągnięto rozstanie z żoną. „Porzucając rodzinę i wybierając swobodne życie florenckiego kochanka, zdradziłeś nie tylko swoich najbliższych, ale nas wszystkich i w dodatku siebie samego” – opisał konserwatywny publicysta Wojciech Wencel.

 

Źródło: naTemat.pl

Sakiewicz jak Marylin Monroe

 

Nic nie zmyślam. To porównanie do Marylin Monroe zostało użyte w „Gazecie Polskiej” przez naczelnego Sakiewicza (tow. Tomasz). Oto brzmienie newsa (do sprawdzenia):

 

„Gdy Marilyn Monroe została gwiazdą, do Hollywood zgłaszało się wiele kobiet, które mówiły, że są jak ona. Ale Marilyn Monroe była tylko jedna – powiedział o „Gazecie Polskiej” redaktor naczelny Tomasz Sakiewicz podczas gali z okazji…”

 

 

Zastanawiałem się, kogo można porównać do gwiazdy Hollywood, Marylin Monroe, w „Gazecie Polskiej”?

 

Przecież nie ten tygodnik, którego wyżej logo to jakiś niedorobiony rachityczny orzeł. Wypadł z jakiegoś gniazda, a redaktorzy „GP”, ze szczególnym uwzględnieniem tow. Tomasza, zdrowo przetrącili mu skrzydła. Wyszło mi, że tym orłem urody porównującym się do Marylin jest Sakiewicz.

 

 

Przypatrzcie się zdjęciu tow. Tomasza. Oczy mu błyszczą, jakby się malował. Ba, nawet jak u Marylin, która lubiła sobie chlapnąć.

 

Nawet więcej, Monroe lubiła sobie strzelić w żyłę. I tak zeszła ta urodziwa gwiazda. Tego nie podejrzewam u Sakiewicza by sobie używkami folgował. Polski „patriota”* nie daje sobie w czerep takimi prostymi środkami, jak alkohol, czy inne barbiturany.

 

Polski „patriota” śpiewa pieśni patriotyczne i tym buzuje sobie ducha. I wiecie, co mi wyszło?

 

Że tow. Tomasz to tow. Tomasz. Tak jest! Sakiewicz (Tomasz) pomylił się, wszak powinien siebie porównać do Bolesława Bieruta, który używał pseudonimu tow. Tomasz.

 

Ten sam błysk w oku, też lubił się podmalować, chlapnąć sobie. Dać sobie w czerep piosenkami patriotycznymi, albo partyzanckimi.

 

A co trzyma w rękach tow. Tomasz? Czyż to nie „Gazeta Polska”? Powiecie, że nie. Oczywiście, bo nie wychodziła jeszcze „Gazeta Polska”. Gdyby wychodziła, Bierut ją by czytał. Ale ma przed sobą „Trybunę Ludu”, która była prekusorką „Gazety Polskiej”.

 

Wszystko git? Udowodniłem to, co miałem do udowodnienia. A tak między nami: to wina Tuska.

__________________

* przy nazwisku Sakiewicza  słowo „patriota” wziąłem w cudzysłów, bo naczelnego „GP” nie uważam za patriotę, ale zwykłego ludzkiego smroda smoleńskiego (walory intelektualne i ducha).

Gnom Sakiewicz

 

Proces, jaki wytoczył Adam Michnik Tomaszowi Sakiewiczowi, naczelnemu „Gazety Polskiej” i jego publicyście Jerzemu Targalskiemu, odbywa się w znamiennej dla prawicowych warchołów atmosferze zaprzaństwa.

 

Michnik pozwał wymienionych warchołów za artykuł Targalskiego, w którym stwierdzał, że naczelny „Wyborczej” „usprawiedliwiał korupcję, jeśli korzystali z niej komuniści”.

 

Proces rozpoczął się na jesieni 2005 roku. Od tamtej pory ciągnie się, jak flaki, z powodu wszelakich kruczków, jakie stosowali Sakiewicz i Targalski. Najpierw odwlekali z powodu plagi nieszczęść osobistych, następnie składali wnioski dowodowe, które nijak iały się do sprawy. Sąd je oddalał, a oni się odwoływali.

 

Po 3. latach procesowania sąd zarzucił im, że odraczanie to ich jedyna taktyka procesowa. I tak wkoło Wojtek. Oprawa rozpraw też typowa dla postępowania zaprzańców prawicowych. Na rozprawę zjawia się kilkunastu gnomów z Klubów Gazety Polskiej i nieudacznik Sakiewicz oraz kamery prawicowych telewizji. Wczoraj na ostatnią rozprawę Sakiewicz po prostu się nie zjawił, wykorzystał jakiś kruczek nieprawidłowego zawiadomienia o rozprawie.

 

Nie wiedział Sakiewicz o rozprawie? Ależ niemożliwe, gdyż „Gazeta Polska” podaje terminy i miejsce wokandy, w ten sposób zwołując swoich zwolenników do uczestnictwa.

 

Od przeszło roku sąd nie może przeprowadzić ostatniego dowodu w sprawie: przesłuchania stron – Michnika i tych prawicowych gnomów. Z państwem polskim i instytucjami prawa lecą sobie w kulki.

 

Gnom, jak pisze i mówi (zapluta dykcja i język polski), tak się zachowuje – Sakiewicz. Typowy „russkij czełowiek”.

I po pogrzebie Kaczyńskiej

Prawicowe media wiele robiły, aby pogrzebowi Jadwigi Kaczyńskiej nadać znaczenie polityczne poprzez odwołanie do historii, w tym wypadku do Powstania Styczniowego.

 

Prym w tym zwykle wiedzie „Gazeta Polska”. Tomasz Sakiewicz we wstępniaku „Testament pokoleń”, pogrzeb matki Kaczyńskich zaliczył do pogrzebów smoleńskich, które niby zapoczątkowały proces odnowy (chyba naczelnemu „GP” odnowił się portfel; stał się grubszy, bo przed Smoleńskiem było cienko).

 

Lepszy jeszcze chciał być Marcin Wolski, satyryk. Pogrzeb Kaczyńskiej dla humorysty był porównywalny do Katarzyny Sowińskiej. Artykuł zatytułował „Pogrzeb generałowej Sowińskiej” (która nota bene była luteranką i nie miała zalegalizowane formalnie związku z generałem). ”W ówczesnym stanie umysłów potrzeba było jakiegokolwiek patriotycznego symbolu i trafił się ten. Po raz pierwszy od lat zabrzmiały w Warszawie zakazane patriotyczne pieśni. Śniegowa kula nabierała impetu. Historia lubi się powtarzać. Polacy znów zaczynają szukać wspólnoty na ulicy” – kombinował Wolski.

 

Wolskiemu i innym kabaret pomylił się z uroczystościami żałobnymi. Sam pogrzeb był normalny, nie miał wielu akcentów politycznych, zameldowała się czerń smoleńska i politycy, w których interesie jest pokazywać publicznie żal, bo mają z tego profity u prezesa PiS.

 

Rok 2013 to nie 1863, choćby propagandyści IV RP robili w portki na rzadko. Żal im tylko tyłki ściska.

 

Sakiewicza metoda na Rydzyka

Jeszcze niedawno pod tym adresem internetowym Tomasz Sakiewicz z Bronisławem Wildsteinem zachęcali do kupna akcji TV Republika za 500 zł.

 

Obecnie niczego takiego nie ma. „Error. 403 – strona o opadanym adresie nie istnieje”. A chodzi o to, iż prawicowi chłopcy radarowcy pograli sobie z prawem i sprawiedliwością w bambuko. Komisja Nadzoru Finansowego dobrała im się do czterech liter, gdyż w wypadku sprzedawania akcji trzeba wystąpić o prospekt emisyjny, albo memorandum, a bez papierów i zgody nie nabierać patriotów na szmal.

 

Sakiewiczowi metoda na Rydzyka nie wyszła (zbiórka szmalu na ratowanie Stoczni Gdańskiej), ale naczelny „Gazety Polskiej” przerabiał nie takie numery i kasę wyciągnie od ludzi pisowskich, smoleńskich tak i tak. Prawicowa Telewizja Republika w tych okolicznościach nie ma wiele szans, musi znaleźć inwestora na kilkadziesiąt, a może kilkaset milionów zł. Nawet SKOK-i nie zaryzykują. Sakiewicze i Wildsteiny będą tumanić, lecz prawicowy projekt telewizyjny nie wypali, choć kasiorę do własnej kieszeni trochę na maluczkich zarobią.