Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 84389
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 178

Wilson

Flag Counter

Newsweek

Szowinista Palikot

Okładka najnowszego „Newsweeka” nie wróży Januszowi Palikotowi niczego dobrego. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Palikot zostanie zatłuczony.

 

Co jest w numerze? Czort wie. Portal naTemat.pl tak pisze:

 

„Newsweek dotarł do stenogramu z nasłuchu klubu Ruchu Palikota. Domyślamy się, że Palikot musi sobie na tym klubie pozwalać na dość swobodne stwierdzenia o feministkach, skoro Newsweek umieszcza ten temat na okładce najbliższego numeru.

 

Czy po tym tekście Palikot będzie miał szansę odzyskać głosy tak zwanych środowisk kobiecych? Wątpliwe. Czy bez nich jest w stanie zrobić dobry wynik w wyborach?”

 

Powyższe słowa to wyrok na Palikota, jego egzekucja, ukamienowanie. Mógł przeczekać, a nie pyszczyć dalej na Wandę Nowicką. Kobiety dorwą się do Januszka. Są zdecydowanie sprawniejsze w gnębieniu.

 

Inne pytanie jest ważniejsze. Czy Palikot przeżyje? Zdaje się, że czas zacząć pisać wspomnienia. To się narobiło. Szowinista będzie lekkim oskarżeniem.

 

Wojewódzki o patriotyzmie

 

Kuba Wojewódzki to całkiem sensowny facet, gdy zrzuci z siebie kostium klowna. Zresztą na jego postaci jest już przechodzony, mankiety jakieś brudne. Ostatnio kilka razy zapędził się w kozi róg, raczej nie było to w dobrym smaku.

 

Czas na zmiany, które na nim wymogły media (właściciele i poprawność polityczna), czas wydorośleć.

 

Pomaga mu w tym Tomasz Lis, który dobrze Wojewódzkiego zna. Z pewnością niejedną gorzałkę wychłeptali. A dlaczego by nie.

 

Wojewódzkiemu z trudem idzie to przepoczwarzenie z niedorostka w dojrzałego, bodaj pięćdziesiątka mu na zegarze biologicznym bije. Nie chce, ale musi. Nie potrafimy się godzić z czasem, ale on ma swoje metody i zmusza nas do tego.

 

Wojewódzki został zmuszony. I co? Facet sensowny, jak diabli. A przy tym ma dobre pióro. Nie wątpię, że utrzyma swój status w zawodzie, acz będą to zupełnie inne rewiry wrażliwości. Najnowszy „Newsweek” publikuje jego esej o patriotyzmie. Naprawdę fajny. Cytuję jego obszerne dostępne fragmenty (a tutaj link):

 

W Polsce trwa prywatna wojna na 1 samolot i 96 trumien. Wojna, w której słowo „patriotyzm” staje się niepotrzebnym gadżetem. Tandetnym kotylionem pasującym nawet do kominiarki i kastetu.

 

Kiedy myślę Polska, to dochodzę do wniosku, że należymy do gatunku stworzeń, które mają o sobie nadzwyczaj dobre mniemanie. I nie lubimy, jak inni myślą inaczej od nas i o nas. Wolimy oglądać siebie w „Bitwie pod Wiedniem”, a nie w „Pokłosiu”, czy w „Bitwie Warszawskiej”, a nie w filmie „Obława”. Nikt nam pamięci partyzantów nie będzie szargał. Polska historia jest jak izba pamięci narodowej. Wysprzątana z brudu i wątpliwości. Nikt tu z buciorami, do nie swojej stodoły, włazić nie będzie.

W mojej opinii staliśmy się narodem groteskowym. Straciliśmy zbiorowy instynkt samozachowawczy. Staliśmy się dla Europejczyków specyficznym, odrębnym gatunkiem człowieka. Kiedyś cała Europa gotowa była wieszać sztandar Solidarności jako flagę wolności, nadziei i triumfu. Dziś, a wielu moich przyjaciół pracuje w Parlamencie Europejskim, na każde hasło z Polską w tle reaguje się kłopotliwym grymasem.

Czasami się zastanawiam, czy największą karą, jaką wymierzyła nam historia, nie jest kara wolności. Bo ona tutaj, między Mierzeją Wiślaną a Giewontem, zajebiście miesza ludziom w głowach. Wolność jest jak atrakcyjna, długonoga, cycata laska. Przy niej głupiejemy.

Przemoknięty trotyl smoleński

 

 

Oby katastrofa smoleńska nie okazała się katastrofą Polski. Usilnie nad tym pracuje partia Jarosława Kaczyńskiego i nic nie zapowiada, aby zaprzestała.

 

Prezesowi drżą ręce do władzy, chciałby je położyć na sterze. Dobrze sobie radzący statek uczynić łajbą i osiąść na mieliźnie nacjonalizmu.

 

Na razie to mu się nie udaje. Nikt jednak nie wykazuje, jak on i jego partyjni majtkowie takiej determinacji. Pięć dni po blamażu „Rzeczpospolitej” z trotylem we wraku tupolewa i kompromitującym zachowaniu Kaczyńskiego, PiS nieco się otrząsnął i serwują: a jednak.

 

A jednak mają coś. Pisze o tym „Newsweek”. Politycy PiS mają nagranie, na którym podobno osoba zaangażowana w śledztwo smoleńskie twierdzi, że w tupolewie znaleziono ślady trotylu.

 

Marek Suski potwierdził tego newsa, ale nie chce ujawnić kto to, gdyż on i jego partyjni koledzy boją się o jego życie. Czy to jest kolejne: coś wiemy, ale nie powiemy?

 

Sprawa jest zbyt poważna. A może to gra pod własny elektorat, aby utrzymać go w dyscyplinie, by nie rozpierzchł się po wtorkowym blamażu prezesa. Trotyl smoleński ma ciągle podpalony lont. Ale nie może dotrzeć do detonatora, jest przemoknięty. Niewiarygodny.