Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 84389
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 178

Wilson

Flag Counter

Mariusz Kamiński

CBA, agent Tomek i Kamiński – łamanie życia

 

Mamy chore państwo. Oto agent Tomek z CBA, który obecnie jest posłem PiS (aż jego nazwiska się nie chce wymieniać; tfu, muszę plunąć, aby wymienić nazwisko takiego ludzkiego pokurcza: Kaczmarek) przyczynił się w 2009 roku do aresztowania Bogusława Seredyńskiego i Weroniki Marczuk (b. żona Cezarego Pazury). Stał za tym – rzecz jasna – ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński (na tego też tfu-tfu trzeba zrobić), także poseł tfu-tfu PiS.

 

Już wtedy gołym nieuzbrojonym okiem było widać, iż „afera” jest szyta grubymi nićmi, bo tym nieudacznikom – pod każdym względem: charakterologicznym, intelektualnym i fachowym – chodziło tylko o to, aby kogokolwiek ścigać.

 

Agenci (oprócz tfu-tfu agenta Tomka, wmieszany był inny agent Mirosław Gładysz, operacyjne nazwisko Stanisław Rudnicki, dzisiaj asystent społeczny tfu-tfu Kaczmarka), odgrywając role zainteresowanych kupnem Wydawnictwa Naukowo-Technicznego, upili prezesa wydawnictwa Seredyńskiego, by wcisnąć mu łapówkę. Po zatrzymaniu prezes wydawnictw i Weronika Marczuk stracili pracę. Ich sprawa w ogóle nie wyszła poza prokuraturę, która umorzyła śledztwo, oczyszczając ich z zarzutów.

 

Wydawnictwo upadło, zniszczona została reputacja prezesa, załamano mu życie osobiste – do tego stopnia, że w ostatnich miesiącach nie miał środków do życia. Prokuratura wszczęła śledztwo przeciw byłym agentom, zawiadomienie o przestępstwie złożył nowy szef CBA Paweł Wojtunik.

 

Po zaledwie kilku rozprawach uniewinniono Seredyńskiego i przyznano mu odszkodowania w wysokości niemal pół miliona. Wydawnictwo zostało zlikwidowane, na bruku znalazło się 70 pracowników. A ludzkie potwory tfu-tfu agent Tomek i tfu-tfu Kamiński żyją sobie na wysokiej stopie, jako posłowie tfu-tfu PiS, do tego chronieni immunitetem.

 

Winę ponosi też Donald Tusk, który po dojściu do władzy, nie przegonił na śmietnik, a nawet nie wygonił w kraju, takich tfu-tfu ludzkich pokurczów, a trzymał ich w CBA i to jednego na stanowisku szefa. Chore państwo, w którym tfu-tfu Kaczyński tumani ciemny lud.

Sąd nad IV RP

Mariusz Kamiński ma być sądzony niejawnie, dzisiaj rozpoczyna się proces za zamkniętymi drzwiami. Dotyczy sławnej afery gruntowej, jak to CBA nie potrafiła złapać Andrzeja Leppera na gorącym uczynku korupcji. Z tego powodu upadła IV RP (a kysz, a kysz).

 

Prokurator zarzuca Kamińskiemu, jego zastępcy i byłym dyrektorom zarządu operacyjno-śledczego CBA stworzenie „fikcyjnej sprawy odrolnienia ziemi”, podrobienie dokumentów różnych urzędów, niezgodnie z prawem stosowanie podsłuchów.

 

Operacje śledcze IV RP są tajne. Sąd uważa, że to dla dobra państwa. Co ma państwo do ukrycia przed obywatelami z czasów, gdy działało na szkodę Polski i Polaków?

 

Tajność jest chora, tak jak chora była IV RP. Proces powinien być odtajniony, abyśmy mogli poznać chore mechanizmy IV RP.

PiS – zakładnicy prezesa

 

 

Były spin doktor PiS Mariusz Kamiński ujawnia dla „Gazety Wyborczej”, jak to z partią Jarosława Kaczyńskiego jest.

 

Czy ujawnia wielką tajemnicę? Otóż nie. Polityka to gra pod publikę. Produkowanie emocji dla elektoratu, aby go mobilizować do głosowań, uczestnictwa w akcjach, bo chlebem dla polityków jest zasiadanie w ławach gmachu przy Wiejskiej, życie we względnie luksusowych warunkach i standardach dla innych Polaków nieosiągalnych.

 

Katastrofa smoleńska do tego świetnie się nadaje rozgrzewa emocje, jest obecna w debacie publicznej. Nie trzeba wymyślać rzeczywistych rozwiązań politycznych.

 

Kamiński twierdzi, że prezes nie wierzy w zamach w Smoleńsku, ani większość polityków tej partii. Mówienie o tym im się opłaca. Ta gra ma inną nazwę – kłamstwo.

 

Publiczności dostaje to, czego łaknie. Akurat Smoleńsk zaspakaja potrzeby emocjonalne.

 

Smoleńsk to samograj, katarynka. Włączają ją w PiS i przeciwnicy tej partii. Zawsze wypali, tak jak słowa Kaczyńskiego: „Zbrodnia niesłychana” – prezes PiS nie wytrzymuje psychicznie. Kamiński tak to opisuje: „Został wyprowadzony z równowagi. Strategia legła w gruzach. Teraz PiS niełatwo będzie to odkręcić. To jest jak syndrom alkoholika i jego żony. Za każdym razem ona wierzy, że on upił się ostatni raz, ale za każdym razem wierzy coraz mniej. To, co się stało w tamten wtorek, pokazuje, że wystarczy nacisnąć odpowiedni guzik i prezes zaczyna się zachowywać tak, jak przewidują jego najwięksi wrogowie”.

 

Posłowie PiS to zakładnicy prezesa: „To są goście, których status materialny, życiowy, nie istnieje bez polityki, którą gwarantuje prezes”.

 

Dlatego taką marną mamy politykę i polityków. Ci ludzie okupujący ławy w gmachu przy Wiejskiej, sami nie są niczego wyprodukować intelektualnie wartościowego. Potrzebni są prezesowi, jako szable. A może jakimś sposobem uda mu się zdobyć władzę, wtedy Kaczyński da popalić Polakom i Polsce.