Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 83442
  • Dzisiaj wizyt: 5
  • Wszystkich komentarzy: 177

Wilson

Flag Counter

Krystyna Pawłowicz

Pawłowicz – Nelli Rokita z tytułem profesorskim

 

Dziennikarz „Wyborczej”, Marcin Wójcik,  w Dużym Formacie opublikował reportaż o Krystynie Pawłowicz. Oto większe jego fragmenty:

 

Ktoś napisał na mojej stronie poselskiej, że życzy mi, aby mnie zajebano. Wcale się tym nie przejmuję. Naprawdę nie jestem wredna i nie wstaję rano z zamiarem przyłożenia komuś

 

Porwałem z lady ostatni słoik powideł i pobiegłem do kościoła św. Wawrzyńca, aby posłuchać – jak zapowiadał sochaczewski PiS – niezłomnej felietonistki Radia Maryja, wybitnej profesor prawa, wiernej Ojczyźnie parlamentarzystki:

„Hańbą dla parlamentu są ludzie pokroju Palikota i im podobni, na przykład ksiądz Kotliński, który już nie jest księdzem, będzie się on smażył w piekle. Solą egzorcyzmowaną trzeba ich potraktować. Dostałam sól od sióstr, które sprawdziły ją na tym Dalajlamie, kiedy przyjechał do Wrocławia. Słuchajcie, te jego wierzenia nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem – reinkarnacje, zwalczanie sił szatańskich, własne doskonalenie się… Szkoda gadać. No więc siostry posypały solą fotel, na którym miał usiąść Dalajlama. I kiedy już rozsiadł się wygodnie, podskoczył raz, podskoczył drugi. Działa!

 

Nie wiem tylko, jak miałabym wnieść sól egzorcyzmowaną do Sejmu; tam wszędzie są kamery”.

 

Po godzinnym wykładzie były długie brawa i długa kolejka z kwiatami ciętymi. Tylko ja miałem powidła śliwkowe i pewnie dzięki nim nie wracałem do Warszawy pociągiem, ale samochodem, na tylnym siedzeniu, obok poseł.

W okolicy Bieniewa-Parceli dowiedziałem się, że Polska jest wynarodowiona przez premiera Donalda Tuska; przed Ożarowem Mazowieckim, że Ziobro perfidnie wykorzystał Kaczyńskiego; w Ursusie, że jako dziennikarz powinienem stanąć po słusznej stronie i myśleć o dobru Polski.

A potem była herbata.

Gdy z Krystyną Pawłowicz piłem herbatę w ogródku kawiarnianym na Mokotowie: 

- Młodo pani wygląda, pani poseł.

- Dziękuję. A mnie siódmy krzyżyk już idzie. Ostatnio w autobusie facet mi mówi: „Proszę pani, jaka pani młodziutka!”. Powiedziałam mu, że to oświetlenie, że gdybym stanęła w pełnym świetle, to efekt byłby inny.

- W pełnym świetle też pani młodo wygląda.

- To geny. Mój tatuś do śmierci chodził wyprostowany. Poza tym prawie 40 lat pracy z młodzieżą na uniwersytecie robi swoje. Gdybym pracowała w domu opieki, od samego patrzenia bym się zestarzała.

Ale muszę wziąć się za siebie, bo na Facebooku wyzywają mnie od grubasów. W Sejmie utuczyłam się dziesięć kilo, przez zasiadanie w komisjach. Zdecydowałam się na dietę tysiąc kalorii dziennie.

(Poseł wpatruje się nerwowo w każdego, kto mija nasz stolik, jakby chciała spytać: „Kim jesteś?”).

- Co składa się na ten tysiąc kalorii?

- O tym też pan będzie pisał?

- Przecież to interesujące.

- Na szczęście w kuchni nie muszę siedzieć. Co rano gotowe porcje dostarcza mi kurier – pięć posiłków. Są owoce, warzywa, sałatki, mięso, szynka, chleb. Nawet banan w czekoladzie jest. W tym wieku trudniej zadbać o linię. Kiedyś uprawiałam sporty – rzucałam oszczepem, biegałam. Człowiek wtedy wyglądał. No i gdyby nie te sporty, to wylądowałabym w poprawczaku. Mnie ze sprawowania zawsze wychodziła czwóra. Dostałam raz piątkę, ale bez nagrody, to był warunek. Inne dzieci z piątką miały nagrodę. Ja mogłam pomarzyć. To dlatego, że między chłopakami chodziłam, dość agresywna byłam. Nikt mnie nie zaczepiał, wszyscy wiedzieli, że ze mną trzeba grzecznie.

- Dzisiaj też wszyscy wiedzą, że z panią trzeba grzecznie? Tak zwane lobby homoseksualne czy nawet dziennikarze nie zawsze postępują z panią „grzecznie”. Wielu nie może pani wybaczyć słów o homoseksualistach – no, tych, że ich związki są jałowe i nieużyteczne dla społeczeństwa.

- To zaangażowane środowiska pedalskie podnoszą wrzawę.

- A może uraziła pani niezaangażowanego rolnika homoseksualistę spod Grójca?

- Proszę mi wierzyć, że mam dla homoseksualistów najgłębsze współczucie. Zaburzenie tożsamości płciowej, podstawowego instynktu życiowego człowieka, to niewyobrażalna męka. Jak człowiek jest ścięty u korzenia, to on nie wie, kogo ma kochać, czy chce mieć dzieci, czy nie, nie wie, jak ma się ubrać. Pomóżmy tym ludziom! Proszę pana, przesiądźmy się do innego stolika. Ta kobieta obok nadstawia uszy.(Nie ma innego stolika, przenosimy dalej ten, przy którym siedzimy).- A dziennikarze?

- Co dziennikarze?

- Uwzięli się na panią?

- Mam taki potencjał, że rozjeżdżam wszystkich, w studiu musi być walka. Badania pokazały, że to mnie telewidzowie oglądają chętniej niż prezesa Kaczyńskiego. Nie dałam się Czajkowskiej z TVP, nie dałam się Kuźniarowi z TVN 24. Do takiej Olejnik bym poszła, jej trzeba wreszcie coś powiedzieć, skopać. Nawet do Lisa bym poszła i rozpierniczyła ten jego teatr. Ale ani Lisowi, ani Olejnik nie dam tej przyjemności.

Poruszam wciągające tematy, dlatego dziennikarze lubią mnie zapraszać, rosną im słupki. Mam tak zwane gadane, mówię barwnie. W końcu dydaktyka polega na tym, żeby bawiąc, uczyć.

Gdy słuchałem Radia Maryja, usłyszałem Krystynę Pawłowicz stawiającą pytania:

Dlaczego pan premier Tusk stał się ostentacyjnym lewakiem walczącym z polskim Kościołem, pogardzającym polskimi bohaterami narodowymi i polskimi męczennikami?

Dlaczego uśmiecha się pokornie i przymilnie do niemieckiej kanclerz Merkel, a wysyła nienawistne spojrzenia posłom w polskim Sejmie?

Czy pana Donalda Tuska można sobie wyobrazić jako warszawskiego powstańca?

Gdy w Sejmie debatowano nad ustawą antyaborcyjną, Krystyna Pawłowicz powiedziała do posła Marka Balta trzy zdania: 

Nie poniżaj ich.

Spierdalaj.

Siadaj.

Gdy z Krystyną Pawłowicz przez telefon rozmawiałem: 

- Jestem wdzięczna mamuni za wychowanie, pamiętam, jak w dzieciństwie czytywała mi „Życie świętej Genowefy”. Teraz to ja czytam jej tę książkę, odwdzięczam się za trud wychowania.

 

Ten materiał obnaża posłankę PiS do barchanów. Oczywiście, od razu zaprotestowała, że jest to manipulacja i opublikowała oświadczenie:

 

- Większość moich rzekomych wypowiedzi użytych w tekście jest w rzeczywistości zmanipulowanymi, nieobiektywnie oraz złośliwie przetworzonymi i wyrwanymi z kontekstu komentarzami oraz własnymi złośliwymi, wulgarnymi wstawkami autora poczynionymi na podstawie naszej rozmowy i dołączonymi do moich wypowiedzi.

- Moje bezpośrednie wypowiedzi nagrane przez redaktora Wójcika zostały zmanipulowane i przekształcone w autokompromitację. Dziennikarz nadał im również w tekście wulgarny i prymitywny charakter w celu ośmieszenia mnie i odebrania wiarygodności w oczach wyborców.

- Redaktor Wójcik dopuścił się skrajnej manipulacji i naruszenia zasad etyki dziennikarskiej poprzez ukrycie swego prawdziwego miejsca pracy i przedstawienie się jako dziennikarz „Gościa Niedzielnego”. Przytaczane moje wypowiedzi nie zostały autoryzowane, mimo iż tego wyraźnie zażądałam. Dziennikarz podał mi również fałszywe informacje co do celu gromadzenia materiałów oraz sfałszował moją wypowiedź dotyczącą m.in. Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

- Redaktor Wójcik przytacza również sfałszowany przebieg naszej rozmowy. Odbywała się ona w zupełnie innej konwencji i okolicznościach niż te opisane w artykule. Dziennikarz w sposób szydzący i fałszywy streszcza kłamliwie wypowiedzi dotyczące moich starych rodziców, co jest dla mnie szczególnie bolesne. Powiedziałam mu kilka zdań o swych rodzicach, sądząc, że rozmawiam z uczciwym człowiekiem, za jakiego miałam dziennikarza „Gościa Niedzielnego”. Fragmenty moich wypowiedzi są przemieszane z ośmieszającymi komentarzami i insynuacjami autora niemającymi żadnej podstawy w rozmowie.

- Ze względu na niespotykaną ilość insynuacji, fałszerstw oraz próby skompromitowania mnie, ośmieszania, szczucia oraz naruszenia dóbr osobistych jestem zmuszona wystąpić na drogę prawną przeciwko dziennikarzowi. Będę domagać się przeprosin na łamach „Gazety Wyborczej”, dodatku „Duży Format” oraz na wszystkich portalach i we wszystkich stacjach telewizyjnych, które będą omawiać artykuł.

 

Zabrał głos autor, Wójcik:

 

W związku z oświadczeniem poseł Krystyny Pawłowicz po moim reportażu „Ze mną trzeba grzecznie”, który dziś ukazał się w „Dużym Formacie”, magazynie reporterów „Gazety Wyborczej”, wyjaśniam:

Z poseł Krystyną Pawłowicz spotykałem się i rozmawiałem jako autor książki o ludziach, którym bliskie są idee głoszone przez ojca Tadeusza Rydzyka. Krystyna Pawłowicz zgodziła się być jedną z jej bohaterek. Książkę nadal piszę.

Nie ukrywałem swojego prawdziwego miejsca zatrudnienia. Do 20 czerwca byłem dziennikarzem „Gościa Niedzielnego”, gdzie pracowałem przez blisko osiem lat, a z poseł Pawłowicz po raz ostatni spotkałem się 30 maja.

Od 1 lipca jestem dziennikarzem „Gazety Wyborczej”. Opublikowany w „Dużym Formacie” reportaż jest jednym z rozdziałów mojej książki, która ukaże się w wydawnictwie Czarne.

Ponadto:

poseł Pawłowicz nie zażądała ode mnie autoryzacji;

nasza rozmowa odbywała się w takiej konwencji i w takich okolicznościach (w samochodzie w drodze z Sochaczewa i w kawiarni na Mokotowie), jakie przedstawiam w tekście;

reportaż jest zapisem tych rozmów (zostały nagrane), wypowiedzi nie są zmanipulowane, nie miałem na celu skompromitowania poseł Pawłowicz.

 

Można ten materiał podsumować: Pawłowicz to nowe wcielenie Nelli Rokity z tytułem profesorskim. Ale jaja, jak berety.

Pawłowicz w ataku na wolność ze swoją retoryczną ścierą

Prawica broni Krystyny Pawłowicz, która nadaje się li tylko do ZOO. Portal wPolityce, uważa, że „Marsz Szmat, zorganizowany przez środowiska feministyczne i LGBT, miał być rzekomo niewinnym protestem wobec przemocy wobec kobiet”.

 

Otóż – nie! Taki protest nie może być „niewinny”. Taki protest jest szukaniem empatii społecznej i musi być wyraźnie podkreślony wyraz doznawanej opresji. I właśnie takim był. Każdy z nas w każdej sytuacji musi czuć się wolny. Wyrażać siebie, bo jedno ma życie. Wyrażać się w codzienności i w ekspresji – włącznie z seksualną.

 

A jak Pawłowicz zareagowała? Proszę bardzo:  - Przebieranie się, czynienie wyuzdanych gestów, zachowywanie się w sposób obrażający innych. Niektóre z tych pań powinny naprawdę krytycznie spojrzeć do lusterka i rzeczywiście włożyć staniki, a nie epatować młodych ludzi, a właściwie straszyć facetów tymi piersiami.

 

Mało? O Grodzkiej: - Jeśli Anna Grodzka była na tym marszu i postawiła się w rzędzie szmat, to też jest szmatą. Co tam facet robił przebrany za babę? Czy jego też ktoś zgwałcił?Takie coś razi poczucie estetyki. Ulica jest miejscem publicznym i nie należy do dziwek, kurew i alfonsów.

 

Tak reagują skamieliny społeczne. Ona jest tylko jednym z elementów fobii prawicowych, zakłamaniem tej idei, która człowieka ubiera w kajdany i narzuca porządek. Pawłowicz może w Kościele leżeć plackiem na zimnej posadzce, guzik mnie to obchodzi. Niech odpieprzy się od ekspresji innych. Wyrażać siebie to nie prowokować, to być wolnym. Powinno być jeszcze: być bezpiecznym. O tego są instytucje porządku i prawa.

 

A tak wyglądało zaproszenie na Marsz Szmat, które sprowokowało Pawłowicz i pokazało, jaką jest faktyczną ścierą mentalną:

Pacjentka Pawłowicz z psychiatryka przy Wiejskiej

Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz udzieliła obszernego wywiadu portalowi naTemat.pl pod wiele mówiącym tytułem: „Nie jestem Niesiołowskim PiS-u”.

 

Nie pada w tym wywiadzie nic takiego, czego byśmy nie wiedzieli o niej, choćby z tego tytułu, że jest określonej opcji politycznej i reprezentuje, co w kraju najgorsze. Skamielinę intelektualną, moralną zapiekłość i estetyczną tandetę.

 

Niestety po wywiadzie należy stwierdzić, iż dobrze się czuje w tym się czuje. Jak na członka PiS, autorytetem dla niej jest Jarosław Kaczyński i duch Lecha K.

 

Takie mamy zmory na politycznej scenie. A te zmory nie są omamami, które goszczą w mediach, lecz realnymi pokrakami jako się rzekło: intelektualnymi, moralnymi i estetycznymi.

 

Najwartościowsze stwierdzenie z powodu autodiagnozy pada na końcu wywiadu, gdy dziennikarz Kamil Sikora pyta, co Pawłowicz by zrobiła, gdyby posiadała córkę, a ta była lesbijką?

 

Otóż – leczyłaby.

 

Nie pozostaje stwierdzić niczego innego, iż Pawłowicz to postać z psychiatryka, a takim zakładem zamkniętym na rozsądek zrobili podobni jej (głównie z PiS) pacjenci z gmachu przy Wiejskiej.

 

Pawłowicz, do obory!

 

Krystyna Pawłowicz z PiS – mniemana profesor prawa – zafundowała całe spektrum chamstwa. Najpierw podczas debaty sejmowej o związkach partnerskich, iż są „jałowe”. Była znana z nieoględnego: „S…j”.

 

O Annie Grodzkiej, która z Ruchu Palikota – będzie kandydowała na wicemarszałka Sejmu po Wandzie Nowickiej, Pawłowicz na spotkaniu Klubu Gazety Polskiej powiedziała: „Jak widzę faceta obok siebie, to jak mam mówić proszę pani?”

 

A jeszcze gorsze określenie padło w następnej kwestii: – On udowadniał, że jest i czuje się kobietą. Ja mówię, proszę pani, bo zabiliby mnie, ale i tak ciągle się myliłam, chociaż się pilnowałam. No ale twarz boksera, no jak mam…

 

Dlatego żadnego nie powinno być zdziwienia, iż Poseł Ruchu Palikota Andrzej Rozenek zaapelował do rektora Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Ostrołęce o usunięcie posłanki PiS Krystyny Pawłowicz z grona wykładowców „ze względu na propagowanie homofobii, szowinizmu oraz dyskryminowanie mniejszości”.

 

W liście do rektora Rozenek pisze: – Jestem zaniepokojony faktem, że ktoś kto określa z mównicy sejmowej związki partnerskie jako jałowe, ekshibicjonistyczne, naruszające poczucie estetyki, służące zaspokajaniu popędu seksualnego, a do posła w trakcie obrad zwraca się „sp…j” uczy młode pokolenie Polaków. Jest czymś absolutnie niedopuszczalnym, żeby osoba, która publicznie porównuje transseksualną posłankę Annę Grodzką do małpy, czy do konia, była dla młodzieży autorytetem. (…) Krystyna Pawłowicz to karykatura autorytetu i istotny powód do zażenowania środowiska akademickiego.”

 

Ktoś taki, jak Pawłowicz, nie może zasiadać w izbie ustawodawczej. Nadaje się tylko do obory.