Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 83853
  • Dzisiaj wizyt: 5
  • Wszystkich komentarzy: 177

Wilson

Flag Counter

film

NYT: smoleńskie brednie

Nawet Amerykanie pochylają się z troską nad polskimi bredniami smoleńskimi. „New York Times” pisze, iż „smoleńskie podziały dotarły do świata kultury”. Bohaterem artykułu jest Antoni Krauze, który przygotowuje film fabularny „Smoleńsk”.  - Zamierzam pokazać prawdę – mówi Krauze. Amerykański dziennikarz uważa, iż „Smoleńsk” Krauzego może stać się zwykłą „polityczną maskaradą”. Cytowany przez dziennik Borys Lankosz, reżyser „Rewersu”, stwierdził nawet, że film Krauzego jest niebezpieczny, ponieważ „bazuje na kłamstwie”.

 

NYT przypomina opublikowany 2 lata temu komiks „Likwidator” autorstwa Jacka Adamasa, w którym tytułowy bohater urządza rzeź na miejscu smoleńskiego zamachu, zabijając zarówno pasażerów samolotu, jak i rosyjskich żołnierzy. Dziennik sporo miejsca poświęca też „Anatomii upadku” Anity Gargas, zauważając, że „wartka akcja” i „emocjonalne zdjęcia” przyciągnęły przed telewizory trzy miliony widzów, a z kolei wyważony dokument National Geographic spotkał się z oskarżeniami o sianie rosyjskiej propagandy.

 

Konkluzją artykuł w „New York Times” są słowa Juliusza Machulskiego, iż jedyny film, jaki można zrobić o Smoleńsku jest parodia. Machulski zaproponował stworzenie produkcji na wzór Borata lub grupy Monty Python. Filmu o „nadętym prezydencie umiarkowanie ważnego państwa z Europy Centralnej, który każe lądować w mgle na kartoflisku”.

 

Smoleńsk nie jest żadną martyrologią, jest tragedią i grobem fałszywej polskiej bohaterszczyzny, jest ogromnym polskim kartofliskiem.

„Anatomia upadku” – smoleński film

 

Widzieliście kolejne wiekopomne dzieło smoleńskie Anity Gargas „Anatomia upadku”? Ja też nie. Nie kupuję „Gazety Polskiej”, prawdopodobnie nie byłbym w stanie przeczytać żadnego materiału „patriotycznego”. A reportaż będzie dostępny w internecie – prędzej, czy później. Więc dotrze do mnie ta „prawda” smoleńska.

 

Inni jednak widzieli i na ich relacjach się opieram, a szczególnie na uczciwym dziennikarzu, który w temacie smoleńskim siedzi od początku, Piotrze Śmiłowiczu (wcześniej pracował w „Newsweeku”, teraz we „Wprost”).

Śmiłowicz pisze o trzech nowych elementach, które wnoszą nowe „światło”. Ale są one najwyraźniej zmanipulowane, tak podane, aby peregrynacje smoleńskie Gargas zgadzały się z tezami Antoniego Macierewicza.

 

Pierwszy to rozmowa z właścicielem działki pod Smoleńskiem, na której stała sławetna brzoza. Nie będę tego relacjonował, podam extenso to, co napisał Śmiłowicz:

 

„Przy okazji rozmowy z Bodinem najlepiej widać manipulację, jakiej autorka się dopuszcza. Bodin opowiada, że tuż po katastrofie zauważył na trasie przelotu elementy samolotu, leżące na ziemi, więc zaniósł je pod złamaną brzozę. To zdaniem autorki ma tłumaczyć ustalenia m.in. komisji Millera, że pod brzozą znaleziono jakieś elementy Tu-154M. Autorka, podobnie jak eksperci zespołu Macierewicza, stara się poddać w wątpliwość, że samolot uderzył w brzozę i na niej uszkodził sobie skrzydło. Jak rozumiem fakt, że to Bodin przynosił jakieś części pod brzozę, ma wykluczać, że leżały tam jakiekolwiek inne części, więc być też przesłanką do zaprzeczenia uderzenia w brzozę. Autorka nie zadaje jednak Bodinowi dwóch kluczowych pytań, pokazując tym samym swoje manipulacyjne zamiary wobec tego świadka. Pierwsze pytanie brzmi: czy pod drzewem były jakieś inne części samolotu, poza tymi przyniesionymi przez Bodina? I drugie, najbardziej kluczowe: czy Bodin coś wie o okolicznościach złamania się brzozy? Czy może zauważył, jak brzoza złamała się po przelocie samolotu (którego był świadkiem), a jeśli nie, to czy pamięta, czy brzoza może była złamana wcześniej (bo jeśli nie samolot ją złamał, to ktoś albo coś musiało to zrobić)? Mieć bezpośredniego świadka najbardziej spornego fragmentu katastrofy i go o to nie zapytać, to naprawę śledcze mistrzostwo świata”.

 

Po takim zabiegu narracyjnym „niezależnej” reporterki, nikt już jej nie uwierzy. A zwłaszcza w drugim elemencie, mianowicie ze zdjęciami z paralotni, widać na nich ową manipulację szczególnie. „Każdy, kto robi zdjęcia w takim zadrzewionym terenie wie, że w zależności od kąta, pod jakim się je robi, można uzyskać zupełnie różny efekt. Tak się akurat składa, że istnieje dużo zdjęć tego rejonu, zrobionych w pierwszych dniach po katastrofie, na trasie przelotu Tu-154M. Pokazują one nie tylko najbardziej znana brzozę, ale też inne połamane drzewa. Potwierdzając tym samym, że prezydencki samolot mógł tamtędy przelecieć”.


I trzeci wątek, może najwartościowszy, już wszak sławny. Relacja kierowcy autobusu. Clou „Anatomii upadku”. „Jest ona rzeczywiście sprzeczna z oficjalnymi ustaleniami. Kierowca, jak twierdzi, widział samolot z szosy. Według oficjalnych ustaleń było to miejsce, w którym Tu-154M był już częściowo obrócony kołami do góry, zanim całkiem obrócił się „na plecy” i tak uderzył w ziemię. Tymczasem kierowca autobusu zapewnia, że widział samolot z kołami w dół, ułożony tak jakby do normalnego lądowania. Trudno podważać jego relację - tym niemniej pierwszy lepszy policjant wie, że gdy jest kilku naocznych świadków jakiegoś zdarzenia, często ich zeznania różnią się w sposób zasadniczy. Dlatego trzeba brać pod uwagę kilka relacji, a nie tylko jedną.

A inne relacje naocznych świadków potwierdzają, że samolot był jednak przekrzywiony. Twierdzi tak choćby Sławomir Wiśniewski, telewizyjny montażysta, który nakręcił najbardziej znane zdjęcia tuż po katastrofie. Widział on lecącego Tupolewa z okien hotelu i, jak twierdził, już wtedy był on mocno przekrzywiony na lewe skrzydło (w pierwszej relacji, składanej na gorąco reporterom telewizyjnym 10 kwietnia 2010 roku Wiśniewski mówił, że jego zdaniem samolot mógł zahaczyć skrzydłem o ziemię). Anita Gargas rozmawiała z Wiśniewskim na potrzeby filmu „10.4.10”, ujawniając m.in. fakt, że nagrywał on obszar, z którego miał nadlecieć prezydencki samolot, ale o 8:38, czyli na minutę przed katastrofą, wyłączył kamerę. Tym razem jednak jego relacji nie zacytowała”.

 

Teoria spiskowa poczyniła nieodwracalne spustoszenia w umysłach wierzących w teorie wybuchów Macierewicza. Ci ludzie są straceni. Przyczyniają się do dewastacji emocji Polaków takie osoby i ich dzieła, jak Gargas „Anatomia upadku”.

 

To ona, Macierewicz, Kaczyński doprowadzają do upadku rozsądek, a poprzez to dużą część polskiego społeczeństwa.

Gniot smoleński

Reżyser filmu „Smoleńsk” Antoni Krauze przybliżył następne szczegóły filmowego projektu. Jeszcze scenariusz nie jest zapięty na ostatni guzik. Scenarzystę Marcina Wolskiego poniosła fantazja. Trzeba go poprawić (- W Wolskim zwyciężyła natura pisarza, zwolennika fantazjowania i snucia rozmaitych historii. (…) Mnie korci, by opowiadając o tak ważnym wydarzeniu, być w zgodzie nie tylko z faktami, ale i z pewną otoczką wokół tej sprawy – mówi Krauze).

 

Można sobie wyobrazić, w jakim kierunku pisarza s-f poniosło, wszak jest także publicystą „Gazety Polskiej Codziennie”. Bohaterką filmu będzie dziennikarka (pomysł zrąbany z Wajdy „Człowieka z żelaza”) wzorowana na Ewie Stankiewicz, odtwarzać ja ma Maria Honzatko.

 

Film otworzony zostanie sekwencją katastrofy samolotu pod Smoleńskiem. Ma być gotowy w 2014 roku, wejść na ekrany w 4. rocznicę katastrofy.

 

Krauze porwał się z motyką na słońce. Utrzymanie jakiejkolwiek obiektywności narracji nie jest możliwe. A opowiedzenie się po jednej ze stron, bo to będzie potwierdzenie tez Antoniego Macierewicza, wróży, iż do czynienia nie będziemy mieli z dziełem filmowym, artystycznym, ale niebotycznym gniotem.

„Smoleńsk” – kastet i pistolet

 

„Smoleńsk” jeszcze nie powstał, ba! – nie ma jeszcze scenariusza, a już budzi skrajne emocje. Wiele na ten temat mówił w TOK FM Krzysztof Krauze.

 

Nie mylić Krzysztofa Krauze z Antonim Krauze, reżyserem „Smoleńska”, to tylko zbieżność nazwisk.

 

Otóż „Smoleńsk” będzie indoktrynujący, nie będzie w nim miejsca na dyskusje, na wątpliwości, będzie z tezą postawioną z góry – zamach miał miejsce.

 

Wychodzi, iż będzie to ilustracja tez Antoniego Macierewicza: wybuchy, zamachy na pokładzie tupolewa, aby zabić prezydenta.

 

Krzysztof Krauze o celach Antoniego Krauze (reżysera „Smoleńska”) mówi wprost: – Smoleńsk powstanie po to, żeby wydać wyrok, żeby oskarżyć. Jak znam Antoniego i jego temperament, to nie będzie przebierał w słowach.

 

Polska wojna smoleńska uzyska poprzez film amunicję. Kiedyś ta retoryka może otrzymać ostrą amunicję, ale to będzie już wojna domowa i zupełnie innych będą Polacy używali argumentów: kastetu i pistoletu.

 

Film „Smoleńsk” będzie czymś podobnym. Rozpieprzają nam Polskę.

Krzysztof Krauze

Smoleńska farsa

Film o Smoleńsku, o katastrofie smoleńskiej, realizacji, którego podejmuje się Antoni Krauze, może być tylko hagiograficznym gniotem. Inaczej tego nie można zrobić, gdyż takie są prawa narracji.

 

Dzieło sztuki podszyte fałszem nigdy nikomu nie udało się, dlaczego miałoby tym razem być inaczej. Jerzy Stuhr przestrzega przed ośmieszaniem Polski.

 

Niestety, Jarosław Kaczyński ośmiesza kraj codziennie. On, Macierewicz i inni członkowie PiS. Polska stała się pośmiewiskiem smoleńskim, z tragedii zrobiono farsę.

 

Film o Smoleńsku będzie niezamierzoną farsę, a aktorzy, którzy dadzą swoje twarze to komedianci i klowni. Ale Kaczyńskiego to niespecjalnie interesuje, chce mieć dzieło kultu, aby naród smoleński miał przed czym bić pokłony i rozbijać swoje czoła.

 

To ledwie wyznawcy nowej sekty smoleńskiej. Wódz prowadzi ich na nieuchronną samobójczą śmierć.