Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 84389
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 178

Wilson

Flag Counter

Cezary Gmyz

IPN – prawicowy rynsztok. Będą sprawdzać Laska i Millera

Tomasz Sekielski wykrył, że Chris Cieszewski był TW Nil, odezwały się prawicowe nożyce. Niejaki Cezary Gmyz z tygodnika ”Do Rzeczy” podejmie się sprawdzenia papierów w IPN Macieja Laska i Jerzego Millera.

Spokojna głowa, gmyznięty Gmyzie.

Dawno zrobił to Antoni Macierewicz.

Taka jest warta prawicowa publicystyka. Zemsta i pomówienia. IPN – prawicowy rynsztok.

Warzecha, kierownik jeziora

 

 

Łukasz Warzecha awansował. Był kierownikiem bajora, jest kierownikiem jeziora. Rozpacz człowieka ogarnia, gdy podobnego publicystę słucha, gdy plecie bzdury, jak Zabłocki na mękach.

 

Tymi mękami dla prawicy jest Cezary Gmyz, który skądsiś posiadł wiedzę od informatorów o trotylu na tupolewie. Warzecha mówił w TOK FM, iż fakty podane przez Gmyza nie są nacechowane politycznie.

 

Większą bzdurę trudno powiedzieć. Ripostował Roman Kurkiewicz: – Uznanie Gmyza za niezaangażowanego politycznie byłoby naiwnością.

 

Więc Warzecha na to, aby mu Kurkiewicz pozwolił dokończyć swą nijaką myśl. Na to Kurkiewicz: – Co ty jesteś jakiś kierownik jeziora, aby mi pozwalać?

 

Tak Warzecha awansował. Bajoro PiS zamieniło się w jezioro. To nie bajer, to błoto PiS.

„Rzeczpospolita” się oczyszcza

 

Z „Rzeczpospolitej” za jeden tekst, który dał Jarosławowi Kaczyńskiemu powód do stwierdzenia: „zbrodnia niesłychana, zamordowanych zostało 96 osób”, wyleciały 4 osoby i to najważniejsze w strukturze redakcji.

 

To zdaje się pierwszy taki przypadek w polskim dziennikarstwie, ale też po raz pierwszy gazeta tak mogła wpłynąć na kształt polityki. Wszystko było już na czubku noża, gdyby prokurator wojskowy płk Ireneusz Szeląg nie był zdecydowany w stwierdzeniu, że nie było żadnego trotylu, to Kaczyński był gotowy do przejęcia władzy.

 

O tym tekście „Trotyl na wraku tupolewa” będą się uczyli adepci dziennikarstwa, jak niebezpieczna w sensie posady jest praca w mediach.

 

Znane już jest stanowisko wydawcy i właściciela „Rz” Grzegorza Hajdarowicza, który nie pozostawił suchej nitki na Cezarym Gmyzie, Tomaszu Wróblewskim i dwóch innych, którzy znaleźli się na zielonej trawce.

 

Hajdarowicz w oświadczeniu napisał: „Ten tekst w ogóle nie był udokumentowany”. Jeszcze Gmyz próbował zachować twarz, bo po godz. 21-szej na Twitterze napisał, że „wydawca mija się z prawdą”.

 

Jeszcze raz na stronach „Rzeczpospolitej” ukazało się oświadczenie odnoszące się do Gmyza: „Tekst uznajemy za nierzetelny”.

 

Gmyz miał kilka dni na przedstawienie swoich dowodów, ale Gmyz twierdził, że „informatorzy odmówili złożenia dokumentów”. A największym nadużyciem był sam tytuł artykułu. Zastanawiać się można, dlaczego Gmyz tak długo był trzymany w redakcji „Rz”, wszak był znany z publikacji w IV RP, które gloryfikowały Kaczyńskiego.

 

Nie zginie ani Gmyz, ani pozostali, zaopiekuje się nimi ojczulek prezes i jego organ „Gazeta Polska Codziennie”.

Pieski Kaczyńskiego w walce o kość

 

 

Prawica ma już żurnalistycznego męczennika, a jest nim Cezary Gmyz, który po artykule w „Rzeczpospolitej” o trotylu w tupolewie powinien zaznać „przyjemności” bezdomnego psa. Bruk.

 

Szczekać potrafi, ale jak to piesek – honoru ma na lekarstwo.

 

Za taki materiał dziennikarski odpowiada się głową. I samemu składa wypowiedzenie.

 

Daremne jednak nasze oczekiwania. Grzegorz Hajdarowicz powinien ratować tytuł, właściciel „Rzepy”, niegdyś poważnego dziennika, z redakcji winien się pozbyć wszystkich czworonogów Kaczyńskiego, zwłaszcza tak szczekającego Gmyza.

 

Tymczasem inne prawicowe pieski przystąpiły do akcji wspierania Gmyza i wspólnie ujadają.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak to jednak pieski, stworzyli dwie sfory. Jedna na portalu niezależna.pl. Druga sfora na: wPolityce.pl. I pożarli się między sobą. Kością niezgody jest, kto pierwszy, czyli wierniejszy panu – prezesowi PiS Kaczyńskiemu.

 

Walczą o gnat uznania u prezesa, tylko słychać jedno wielkie: Hau-hau-hau.