Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 84389
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 178

Wilson

Flag Counter

In vitro 2

Prof. Zaremba: Kościół kiedyś zgodzi się na in vitro

Dorota Steinhagen, 25.10.2013
Ciąża, do której doszło pozaustrojowo, w zasadzie nie różni się od tej samoistnej. Częściej jednak kończy się cesarskim cięciemCiąża, do której doszło pozaustrojowo, w zasadzie nie różni się od tej samoistnej. Częściej jednak kończy się cesarskim cięciem (Shutterstock)
Kościół zaakceptował transplantacje, sekcje zwłok, ewolucję i obroty Ziemi wokół Słońca. W końcu zaakceptuje też in vitro. Rozmowa z prof. Jackiem Zarembą, genetykiem, członkiem prezydium PAN
Dorota Steinhagen: Genetyk prof. Andrzej Kochański głosi, że dzieciom narodzonym dzięki in vitro grozi upośledzenie umysłowe i autyzm. Państwo powinno więc – z myślą o nich – rozbudowywać szkoły specjalne i ośrodki opieki. Minister zdrowia uważa, że te wypowiedzi to stygmatyzowanie dzieci urodzonych w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego. Sugeruje, że powinna zareagować komisja etyczna PAN. Powinna?Prof. Jacek Zaremba: - Prof. Andrzej Zoll, przewodniczący komisji etyki w nauce przy prezydium PAN, mówił niedawno, że naganne jest, gdy uczeni zajmują stanowiska w sprawach, które nie są przedmiotem ich naukowej specjalności. Ostrzegał, że w takich wypadkach tytuł profesorski może przydawać wiarygodności brakowi kompetencji.

Chodziło m.in. o wypowiedź ks. prof. Franciszka Longchamps de Berier, który jako prawnik przekonywał, że u dzieci z in vitro występuje tzw. bruzda dotykowa. To oczywisty nonsens.

Wprawdzie w jednym z zespołów wad genetycznych, które mogą pojawić się u dzieci, także tych z in vitro, występuje bruzda na płatku ucha, ale wypowiedź ks. Longchamps de Berier pozwalała wysnuć wniosek, że taką bruzdę mają wszystkie dzieci narodzone w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego.

Z punktu widzenia genetyki klinicznej i poradnictwa genetycznego najgorszą rzeczą, jakiej można się dopuścić jest stygmatyzacja pacjentów. A właśnie to zrobił ks. Longchamps de Berier. Z podobnym wykorzystywaniem tytułu naukowego do uwiarygodnienia własnych przekonań mamy do czynienia w przypadku prof. Kochańskiego. Komisja etyki w nauce może więc zająć w tej sprawie stanowisko.

Ale prof. Kochański jest przecież genetykiem. Mówi o swojej dziedzinie.

- Jednak w swojej działalności naukowej nie zajmuje się zapłodnieniem pozaustrojowym i wspomaganą prokreacją. Jego specjalność to genetycznie uwarunkowane choroby nerwowo-mięśniowe, a w szczególności dziedziczne neuropatie, czyli uszkodzenia nerwów obwodowych. Temu poświęcił większość swoich publikacji oraz pracę habilitacyjną. Jako miejsce pracy - zgodnie z prawdą – podaje Instytut Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN, ale Instytut także nie zajmuje się problematyką genetycznych skutków wspomaganego rozrodu. Jego dyrekcja odcięła się od wypowiedzi prof. Kochańskiego i wydała oficjalne oświadczenie, z którego jednoznacznie wynika, że „wypowiedzi i opinie prezentowane przez profesora Kochańskiego należy traktować jako jego prywatne poglądy w żaden sposób nie autoryzowane przez nasz Instytut”.

Prof. Kochański wystąpił w Częstochowie, gdzie miał prelekcję dla polityków PiS, obrońców życia i działaczy katolickich, a potem pojechał na kongres genetyki do Poznania.

- Trzeba przyznać, że bardzo odważnie wypowiada się w nie swojej dziedzinie. Miał podczas kongresu dwudziestominutowy referat pt. „Wpływ technologii wspomaganego rozrodu na genom i epigenom człowieka”. Powtórzył to, o czym mówił w Częstochowie, choć być może w trochę inny sposób. Wystąpił jako pracownik Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN, ale rada naukowa Instytutu nie była poinformowana, na jaki temat zamierza zabrać głos. Bardzo możliwe, że ta kwestia będzie poruszona na najbliższym posiedzeniu rady, w której ja także jestem.

Czy w Poznaniu mówiąc o in vitro, prof. Kochański pokazywał – jak w Częstochowie – rycinę z uczniem Fausta, który z pomocą Mefistofelesa stworzył sztucznego człowieka?

- Niczego takiego nie było. Prof. Kochański jest genetykiem człowieka i to, co mówi, nie jest pozbawione sensu. Nikt nie kwestionuje, że zespół Beckwitha-Widemanna (przerost języka, przepuklina pępowinowa, nadmierny wzrost w okresie noworodkowym) może częściej występować u dzieci z in vitro, bo są na ten temat publikacje naukowe. Na kongresie na ten temat wypowiadali się autorzy z zakładu genetyki medycznej Centrum Zdrowia Dziecka kierowanego przez prof. Małgorzatę Krajewską-Walasek. Przed naszą rozmową specjalnie do niej dzwoniłem po szczegółowe dane. Na 35 przypadków rozpoznanych w Centrum u pacjentów w wieku od trzech miesięcy do 29 lat tylko w jednym przypadku dziecko zostało poczęte in vitro. Ryzyko wystąpienia tego zespołu w związku z in vitro wzrasta, ale w żaden sposób nie może dezawuować nadzwyczajnej, nagrodzonej nagrodą Nobla techniki zapłodnienia pozaustrojowego.

Zresztą każda procedura medyczna wiąże się z pewnym elementem ryzyka. Ważne, żeby osoba decydująca się na nią, była poinformowana o tym nieznacznym ryzyku na podstawie wiarygodnych źródeł. Powtarzam – nieznacznym. Powiedzmy, że jakaś wada czy schorzenie w ogólnej populacji występuje raz na 10 tys. urodzeń. W wypadku dziecka z in vitro może to być dwa razy na 10 tys. Ryzyko wciąż pozostaje małe i na pewno nie uprawnia sugestii, że trzeba będzie budować szkoły specjalne i domy pomocy społecznej. Dzieci z in vitro – a jest ich już na świecie między 3 a 4 miliony – w znacznej większości rozwijają się prawidłowo.

My, genetycy, zajmujemy się chorobami, których ryzyko przekazania potomstwu wynosi czasem nawet 50 proc. I tu z pomocą także przychodzi technika in vitro, stosowana w tzw. preinplantacyjnej diagnostyce genetycznej. W przypadku rodzin, w których jest duże zagrożenie defektem genetycznym z zarodka w fazie ośmiu komórek pobiera się jedną lub dwie i bada, czy dany gen jest zmutowany. Do organizmu kobiety implantuje się zarodek, w którym nie ma zagrażających mutacji. To oczywiście także budzi wielkie kontrowersje, przeciwnicy mówią o selekcji, ale trzeba pamiętać, że to natura sama dokonuje największej selekcji.

Jak specjaliści, uczestnicy kongresu w Poznaniu zareagowali na wypowiedzi prof. Kochańskiego?

- Zdecydowanie krytycznie. Głos zabrał prof. Piotr Stępień z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN. Zwrócił uwagę, że jeśli ocenia się częstość występowania jakichkolwiek nieprawidłowości u dzieci z in vitro, trzeba mieć do badań odpowiednią grupę kontrolną. Kobiety, które korzystają z in vitro, wcześniej miały trudności z wydaniem na świat dziecka. Są nieco starsze niż populacja wszystkich kobiet decydujących się na potomstwo, z różnych powodów nie mogły zajść w ciążę. Ta grupa sama z siebie może być obarczona większym ryzykiem różnych nieprawidłowości. Po swojej wypowiedzi prof. Stępień dostał oklaski, a rzadko się zdarza, by podczas kongresów naukowych oklaskiwano uczestników dyskusji.

Genetycy kliniczni, nie tylko obecni na kongresie, bardzo krytycznie ocenili opinie prof. Kochańskiego. Choć nieliczni – ze względów światopoglądowych – zgadzają się ze stanowiskiem Kościoła, czyli są przeciwni in vitro, czy badaniom prenatalnym. W tej grupie znajduje się – bardzo przyzwoity skądinąd – prof. Andrzej Kochański.

Osobiście uważam, że Kościół w pewnym momencie zmieni swój stosunek do technik wspomaganego rozrodu, tak jak zaakceptował transplantacje, sekcje zwłok, ewolucję i obroty Ziemi wokół Słońca. Już pewnie nie za mojego życia, ale w końcu tak się stanie. Chciałbym, żeby początek temu dał papież Franciszek i pobłogosławił dzieci poczęte w wyniku in vitro, bo stała się im krzywda przez różne nierozsądne, stygmatyzujące wypowiedzi, takie jak ks. Longchamps de Berier i prof. Kochańskiego. W jednym z Kościołem zgodzić się trzeba – ludzkie zarodki nie mogą być traktowane jak zwykła materia i muszą być odpowiednio chronione.

Wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>