Statystyki
  • Wszystkich wizyt: 83855
  • Dzisiaj wizyt: 7
  • Wszystkich komentarzy: 177
Wilson
Flag Counter

Sakiewicz: gnom nie tylko z wyglądu (szczególnie)

Nie przeszkadzałby mi taki człowiek, jak Tomasz Sakiewicz, gnom intelektualny i z wyglądu, gdyby nie wyprowadzał na manowce rzesze Polaków. Nie wiem, kto to jest – z urodzenia sowiet  - jako publicysta i dziennikarz żaden, wystarczy, że się odezwie – pluje językiem polskim; zaplutą dykcją.

 

Gnom, jak z horrorów, tępi Polaków. Ludzka mara Sakiewicz dopada innych i tłucze – a to pomówieniami, konfabulacją. Wali z kastetu sowieckiego i żyje sobie nierób, który w języku polskim nie potrafi sklecić przyzwoitego zdania.

 

Sowiet Sakiewicz to wytwór tej podłości ludzkiej, która się przecież zdarza i świadczy o nędzy ludzkiej, amoralny i antychrześcijański. Zaznała tego Eliza Michalik, dzisiaj dziennikarka Superstacji, karierę zaczynała w takim tytule, jak „Gazeta Polska”, którą kieruje Sakiewicz. W pewnym momencie naczelnemu i młodej dziennikarce nie było już jednak po drodze. Miała poglądy, których nie wolno było już mieć. Za bardzo podobał się jej liberalizm gospodarczy, krytykowała o. Rydzyka. – Chciałam odejść w spokoju, ale się nie udało. Z tego środowiska bardzo ciężko się wychodzi, bo ono nie potrafi człowieka tak po prostu wypuścić. Musi zlinczować, zgnoić, opluć – mówi.

 

Tak to opisuje Eliza Michalik na portalu naTemat.pl:

 

- Jeśli mam do wyboru porównanie między gangiem a sektą, to było temu bliżej do sekty. To się widzi dopiero po wyjściu z niej – mówi. Z perspektywy czasu dziennikarka przyznaje, że jeszcze wówczas, gdy pracowała w „Gazecie Polskiej”, mogła dostrzec sygnały, że w tym środowisku nikt nie przewiduje możliwości wyjścia. – To było prawie dekadę temu, gdy miałam dwadzieścia kilka lat. Wtedy nie byłam taka mądra. Dochodził też taki dość częsty w tym środowisku idealizm. Do dziś można tam spotkać bardzo wielu młodych idealistów. Mam wrażenie, że teraz też starsi ich umiejętnie wykorzystują do różnych akcji, podrzucając tematy. Oni myślą, że ratują świat, a tamci po prostu zbijają na tym kasę – ocenia.

 

Na pierwszy rzut oka środowisko prawicowych mediów jest jednak niezwykle mocno zintegrowane. – Oni wydają się być jedną wielką rodziną. Do pewnego momentu. To naprawdę przypomina mechanizm działania sekty. Uczyłam się o nim trochę na studiach i właśnie tak to wygląda. Gdy ktoś nagle nie zgadza się z linią redakcyjną, okazuje się, że nie ma żadnej rodziny. Ludzie, u których bywało się w domu, nagle nie chcą cię znać – mówi Michalik.

- To czysto biznesowy mechanizm. Bierze się człowieka spod Kielc, czy spod Katowic, tam gdzie jest duże bezrobocie. On często pewnie rozkręcał tam klub „Gazety Polskiej”. I zaprasza się go do Warszawy, załatwia jakieś mieszkanie, niezłą pensję. Młody człowiek dostaje wtedy amoku. Jest świetny, jest kimś. Może spotykać się z ludźmi, których dotąd widział tylko w telewizji – opisuje mechanizm „GP” dziennikarka.

Kiedy jednak taka osoba zmienia poglądy, chce coś w swoim życiu zmienić, jej dotychczasowi opiekunowie przypominają, że powrót jest możliwy tylko w to miejsce, z którego się przyszło. Z wielkiego świata z powrotem do małego miasteczka z wielkim bezrobociem. – Tak i mnie mówiono. Straszono, że wyjadę z Warszawy, a jak wrócę do swojego małego miasteczka, to i tam nie znajdę pracy – wspomina Michalik. I nie były to słowa rzucane na wiatr. Gdy odeszła z „Gazety Polskiej” nawet do jej przyjaciół spoza świata mediów dzwoniono, by ostrzec przed nią. – Mówili im, że jestem szemraną osobą, że nie można pożyczyć mi pieniędzy, bo jestem złodziejką. To pętla, która zaciska się na kimś, kto odszedł. Zupełnie nie wiem, dlaczego. Czemu nie pozwolili mi odejść w spokoju i dalej robić swoje. To wszystko dlatego, że zmieniły mi się poglądy? – pyta.

W grę wchodzą jednak nie tylko wielkie idee, ale i równie wielkie pieniądze. Z relacji ludzi, którzy aktywnie działają podczas różnych prawicowych wydarzeń wynika, że każdego rodzaju marsz, czy demonstracja to świetny biznes. Gdy na marszu pojawia się kilkadziesiąt tysięcy osób, wraz z nimi pojawiają się handlarze, którzy sprzedają znaczki, książki, czasopisma. Tak samo jest podczas objazdowych spotkań na temat np. katastrofy smoleńskiej. Kiedy jest jakaś rocznica, pojawiają się jeszcze kwiaciarze. Wszyscy są oczywiście „prawicowi”, swoi. Zdaniem Michalik ten biznes dociera nawet do 4 mln ludzi. Jeśli założymy, że na każdym wydarzeniu tylko kilka tysięcy osób kupi książkę czy kwiaty za kilkanaście złotych, widać jak wiele prawica może stracić, jeśli pojawi się więcej ludzi takich, jak Michalik.

 

Inny przykład? Nasuwa się tylko historia ewolucji poglądów Cezarego Michalskiego. Dziś publicysta jest znany przede wszystkim z ostrego pióra w „Krytyce Politycznej” i niewielu już pamięta, że przed laty publikował nawet w tak konserwatywnych pismach, jak „Fronda”. Jednak kiedy zaczął zmieniać, liberalizować swoje opinie, dawne środowisko mu nie odpuściło. Na łamach redagowanych przez dawnych przyjaciół zlustrowano go moralnie. Michalik za sprawą dawnego środowiska została oszustką i plagiatorką. Michalskiemu wyciągnięto rozstanie z żoną. „Porzucając rodzinę i wybierając swobodne życie florenckiego kochanka, zdradziłeś nie tylko swoich najbliższych, ale nas wszystkich i w dodatku siebie samego” – opisał konserwatywny publicysta Wojciech Wencel.

 

Źródło: naTemat.pl

Jedna odpowiedź na Sakiewicz: gnom nie tylko z wyglądu (szczególnie)

  • ~SNK mówi:

    „Tak to opisuje Eliza Michalik na portalu naTemat.pl:…” A jak było naprawdę proponuję przeczytać sobie blog elizawatch ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>