Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 83855
  • Dzisiaj wizyt: 7
  • Wszystkich komentarzy: 177

Wilson

Flag Counter

Miesięczne Archiwa: Styczeń 2013

Pacjentka Pawłowicz z psychiatryka przy Wiejskiej

Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz udzieliła obszernego wywiadu portalowi naTemat.pl pod wiele mówiącym tytułem: „Nie jestem Niesiołowskim PiS-u”.

 

Nie pada w tym wywiadzie nic takiego, czego byśmy nie wiedzieli o niej, choćby z tego tytułu, że jest określonej opcji politycznej i reprezentuje, co w kraju najgorsze. Skamielinę intelektualną, moralną zapiekłość i estetyczną tandetę.

 

Niestety po wywiadzie należy stwierdzić, iż dobrze się czuje w tym się czuje. Jak na członka PiS, autorytetem dla niej jest Jarosław Kaczyński i duch Lecha K.

 

Takie mamy zmory na politycznej scenie. A te zmory nie są omamami, które goszczą w mediach, lecz realnymi pokrakami jako się rzekło: intelektualnymi, moralnymi i estetycznymi.

 

Najwartościowsze stwierdzenie z powodu autodiagnozy pada na końcu wywiadu, gdy dziennikarz Kamil Sikora pyta, co Pawłowicz by zrobiła, gdyby posiadała córkę, a ta była lesbijką?

 

Otóż – leczyłaby.

 

Nie pozostaje stwierdzić niczego innego, iż Pawłowicz to postać z psychiatryka, a takim zakładem zamkniętym na rozsądek zrobili podobni jej (głównie z PiS) pacjenci z gmachu przy Wiejskiej.

 

Prawica lustruje

W prawicowych mediach wzmożenie lustracyjne. Wszyscy idą pod lupę, którzy jakoś podpadli Kaczyńskiemu i PiS. „Patrioci” badają przodków i układ powiązań towarzysko-rodzinnych. W ten sposób prawica usprawiedliwia swoje niespełnione ambicje. O lustracji pisze ostatnia „Polityka”, a pod prawicowy nóż idą Kuba Wojewódzki, Monika Olejnik, Justyna Pochanke i Bartosz Węglarczyk.

 

Ponadto nieprzypadkowo rodzinna lustracja dotyczy przede wszystkim ludzi tzw. mainstreamowych mediów. Bo właśnie w mediach i o media toczy się dzisiaj zastępcza wojna polityczna. I jest ona jeszcze bardziej zażarta niż konflikt pomiędzy głównymi partiami.

 

Monika Olejnik udzieliła wywiadu „Polityce”, w którym dowodzi, że dziennikarze, którzy sięgają po życiorysy rodziców są po prostu bezsilni: „To, co mam zawdzięczam sobie samej, bo całe życie ciężko pracowałam, i pomimo różnych publikacji, które będą się ukazywały, będę kochała mojego ojca. Te ataki wynikają z bezradności. Polecam tym ludziom, żeby zarezerwowali sobie jakieś stałe miejsce w IPN, niech tam siedzą i grzebią. Mnie to kompletnie nie interesuje”.

 

Wg „Polityki” życiorys teraz na prawicy zastąpiony został wielkim Układem: „Każde niuansowanie historii zawsze przegra z prostym przekazem o „ruskich pachołkach” i „żydowskich kosmopolitach”. Szukanie rodzinnych haków przypomina do złudzenia metody stosowane w 1968 roku przez resort wpraw wewnętrznych i bezpiekę wobec przeciwników władzy”.

 

Niedawno „Gazeta Polska Codziennie” ujawniła żydowskie pochodzenie Andrzeja Morozowskiego, pisze o tym z kolei „Newsweek” w wywiadzie Marcina Mellera z zainteresowanym. Nieługo ma się ukazać książka dziennikarzy „GPC” Doroty Kani i Macieja Marosza „Resortowe dzieci”, jest w niej opisana historia rodzinna Justyny Pochanke.

 

Prawica tak ma, miłosiernie lustruje, bo nic nie ma do zaproponowania Polakom.

Pawłowicz, do obory!

 

Krystyna Pawłowicz z PiS – mniemana profesor prawa – zafundowała całe spektrum chamstwa. Najpierw podczas debaty sejmowej o związkach partnerskich, iż są „jałowe”. Była znana z nieoględnego: „S…j”.

 

O Annie Grodzkiej, która z Ruchu Palikota – będzie kandydowała na wicemarszałka Sejmu po Wandzie Nowickiej, Pawłowicz na spotkaniu Klubu Gazety Polskiej powiedziała: „Jak widzę faceta obok siebie, to jak mam mówić proszę pani?”

 

A jeszcze gorsze określenie padło w następnej kwestii: – On udowadniał, że jest i czuje się kobietą. Ja mówię, proszę pani, bo zabiliby mnie, ale i tak ciągle się myliłam, chociaż się pilnowałam. No ale twarz boksera, no jak mam…

 

Dlatego żadnego nie powinno być zdziwienia, iż Poseł Ruchu Palikota Andrzej Rozenek zaapelował do rektora Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Ostrołęce o usunięcie posłanki PiS Krystyny Pawłowicz z grona wykładowców „ze względu na propagowanie homofobii, szowinizmu oraz dyskryminowanie mniejszości”.

 

W liście do rektora Rozenek pisze: – Jestem zaniepokojony faktem, że ktoś kto określa z mównicy sejmowej związki partnerskie jako jałowe, ekshibicjonistyczne, naruszające poczucie estetyki, służące zaspokajaniu popędu seksualnego, a do posła w trakcie obrad zwraca się „sp…j” uczy młode pokolenie Polaków. Jest czymś absolutnie niedopuszczalnym, żeby osoba, która publicznie porównuje transseksualną posłankę Annę Grodzką do małpy, czy do konia, była dla młodzieży autorytetem. (…) Krystyna Pawłowicz to karykatura autorytetu i istotny powód do zażenowania środowiska akademickiego.”

 

Ktoś taki, jak Pawłowicz, nie może zasiadać w izbie ustawodawczej. Nadaje się tylko do obory.

Co z Gowinem? Z człowiekiem z sumieniem z kamienia

Jarosław Gowin upokorzył Donalda Tuska w debacie o związkach partnerskich, a następnie głosowaniu, uważając je za niekonstytucyjne. Podobnie było z oceną sędziego Igora Tulei, twierdząc, iż „poszedł o jeden krok za daleko”. Podobno w trakcie posiedzenia Sejmu minister nauki Barbara Kudrycka miała zaprotestować przeciw Gowinowi, tak to relacjonuje jeden z polityków PO:

 

- Minister nauki obruszyła się, pytając, czy jej rodzina nie była patriotyczna, skoro jej rodzice nie siedzieli w stalinowskim więzieniu, tylko zostali wywiezieni na Syberię? W dyskusję włączył się premier, upominając Gowina, że jego słowa obrażają wiele osób siedzących przy stole. Tuskowi też nie spodobała się krytyka Gowina pod adresem Tulei. Gowin był wyraźnie urażony.

 

Co z Gowinem? Nie dość, że powinien odejść z rządu, ale elektorat powinien wymusić na nim zdanie mandatu. Nie nadaje się do rządzenia i wyrażania opinii o ważnych dla Polaków kwestiach.

 

Mandaty powinni zdać inni, którzy głosowali wraz z Gowinem. Sumienie takie mogą prezentować w swoich domach, zresztą nie jest to sumienie, ale skamielina.

 

Kamień nie jest sumieniem, a coś takiego nosi w sobie Gowin. Przewiny Gowina wylicza Renata Grochal z „Wyborczej”, które dla dziennikarki są opozycyjnością ministra:

 

Sześć dowodów na opozycyjność Gowina

Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin często prezentuje inne zdanie niż rząd i PO, za to zbieżne z poglądami PiS czy ziobrystów. Dzięki kilkudziesięcioosobowej frakcji w Platformie Gowin może blokować różne przedsięwzięcia. To krótka charakterystyka poglądów Gowina.

1. Jak ognia boi się gejów. Był przeciwko podpisaniu przez rząd konwencji Rady Europy w sprawie zwalczania przemocy wobec kobiet, bo – jego zdaniem – przyjęcie jej przez Polskę „zagraża tradycyjnej rodzinie i jest promowaniem homoseksualizmu i otwieraniem drogi do małżeństw homoseksualnych oraz adopcji dzieci przez gejów”. Donald Tusk zdecydował, że rząd konwencję podpisze, ale konserwatyści mówią w kuluarach, że ratyfikacja dokumentu przez Sejm będzie się ślimaczyć.

2. Jest przeciwny mrożeniu zarodków, więc zablokował prace nad ustawą o in vitro. Choć lekarze mówią, że bez mrożenia zabiegi są mniej skuteczne. Żeby obejść Gowina i jego frakcję, Tusk zrezygnował z ustawy i zapowiedział wprowadzenie częściowej refundacji in vitro w formie specjalnego programu zdrowotnego.

3. Poparł zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. W myśl propozycji Solidarnej Polski aborcja byłaby zakazana nawet wtedy, gdy wiadomo, że dziecko urodzi się ciężko chore. Dopiero po interwencji Donalda Tuska większość konserwatystów zagłosowała za odrzuceniem projektu ziobrystów.

4. Nie znosi parytetów i kwot dla kobiet na listach wyborczych. Gdy w ubiegłej kadencji Sejm uchwalał kwoty, dowodził, że to inżynieria społeczna, która upokarza kobiety, bo zamiast dostawać miejsca na listach wyborczych, dzięki swoim kompetencjom lądują tam tylko ze względu na płeć.

5. Jest przeciw Trybunałowi Stanu dla Ziobry i Kaczyńskiego. Gdy szef klubu PO Rafał Grupiński złożył w Sejmie wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu szefa PiS i byłego ministra sprawiedliwości, Gowin od razu zapowiedział, że zagłosuje przeciwko. Wyjaśnił, że jeśli Ziobro i Kaczyński złamali prawo, to powinien zająć się nimi prokurator.

6. Zreorganizował 79 sądów rejonowych – wbrew PSL i części PO – czyniąc z nich oddziały zamiejscowe innych sądów. To ma przyspieszyć orzekanie, ale sędziowie i eksperci zwracają uwagę, że zbyt wolne wydawanie wyroków jest problemem w dużych sądach, a nie małych. Gdy minister zorientował się, że nie ma szans, by Platforma i ludowcy poparli jego plan w Sejmie, wprowadził zmiany rozporządzeniem. Dlatego Krajowa Rada Sądownictwa i PSL zaskarżyli sprawę do Trybunału Konstytucyjnego.

Źródło: Wyborcza.pl

Błąd z Nowicką

Ruch Palikot popełnił ogromny błąd z Wandą Nowicką, odwołując ją z funkcji wicemarszałkini Sejmu. Ta kobieta, jak mało kto, jest predysponowana do tej funkcji, mogła wiele dobrego zrobić dla kobiet i środowisk pozarządowych.

 

I nadal może zrobić. W Radiu Zet pisowski sierściuch Adam Hofman powiedział, że będzie głosował za jej odwołaniem, ale nie zagłosuje na nowego kandydata, którego RP wydeleguje na jej miejsce.

 

Ot, typowe zachowanie dla posła PiS: nie dotrzymywać norm i standardów.

 

 

Z kolei SLD-owiec Janusz Zemke określił, iż wykorzystano premię, jako pretekst do odwołania Nowickiej.

 

Andrzej Rozenek przytomnie mu odparł: – Ślinka wam kapie na widok Nowickiej, chcielibyście ją skaptować.

 

Ruch Palikota powinien rozważyć ruch, który przywróci Nowicką na jej stanowisko. Jak? Głowa w tym Palikota, aby wyjść z twarzą.

Kaczyński jak Dulski

 

 

Jak rozumieć Jarosława Kaczyńskiego wynurzenia?

 

– Dużą część dnia poświęcam na rozmyślania, modlitwę, jestem już stary. Jestem już po drugiej stronie rzeki.

 

Cytuje je „Tygodnik Powszechny”. I te słowa prezesa nie napawają optymizmem polityków PiS. Ktoś tu w kulki leci. Powiedział sobie Kaczyński, nie ma go kto pogłaskać po łepetynie, mama nie żyje.

 

Politycy PiS powinni siedzieć na Żoliborzu na wycieraczce wraz z kotką Fioną i czekać. Obudzi się Kaczyński, w te pędy do niego i głaskać po łepetynie: – Dobry jesteś Jarek, dobry prezes.

 

Ten, kto dostanie w glacę, bo nie powiedział, że prezes to geniusz, mógłby czuć się źle, ale ten, kto Kaczyńskiego nazwie geniuszem, nie ma powodu do zmartwień. Będzie na liście wyborczej i dostanie się do Sejmu, aby doić z budżetu kraju.

 

To jest polityka i nie ma co się nad prezesem użalać. Mógłby dać spokój Polakom i siedzieć w domu na Żoliborzu, nie wychodzić z niego. Dyrdać w bamboszach dookoła stołu tym swoim kuśtykającym krokiem, jak Dulski.

 

Kaczyński jest Dulskim. Jak nie mówi, nie kłamie, nie bredzi.

Gargas o smoleńskim filmie National Geographic

Anita Gargas, autorka prześmiesznej komedii o katastrofie smoleńskiej „Anatomia upadku”, w której dowodzi to, co już dowiódł Antoni Macierewicz, że pod Smoleńskiem pierdyknął tupolew, bo ktoś (wiadomo: Tusk z Putinem) go wysadził w powietrze, ta wybitna specjalistka od komedii, doznała szoku.

 

A ten szok doznała przy oglądaniu produkcji National Geographic, który to globalny kanał telewizyjny pokusił się o realizację filmu na ten sam temat, a nazwał „Śmierć prezydenta”.

 

Nieuki z National Geographic nie przyjechali do Gargas i nie skonsultowali, jak było naprawdę. Ona wszak zna prawdę, a oni – nie, oszuści. Dlatego Gargas zrobiła komedię, a oni tragedię.

 

Takoż rzecze nasza prześwietna specjalistka od komedii dla portalu wPolityce.pl: – Ten film szokuje pod względem natężenia kłamstw w tak krótkim materiale.

 

I tak dalej. Jak to bywa z komediantkami. Ble-ble-ble bije w werble macierewiczowsko-kaczyńskie.

 

Ja też oglądnąłem komedię Gargas i też przeżyłem szok, oto udzielam sam sobie wywiadu i na blogu mówię: – Ten film „Anatomia upadku” szokuje pod względem natężenia prawdy w tak krótkim materiale.

 

Z tej prawdy smoleńskiej pokładałem się ze śmiechu, że do tej pory przepona mnie boli. Za Gargas zakrzyknę: – Na pohybel z natężeniem kłamstw o tragedii smoleńskiej, jaką zrealizowali twórcy National Geographic.

 

Przychylam się do apelu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, aby tę wybitną komedię pokazać w telewizji publicznej. Zasługuje na to w całej rozciągłości mojej bolesnej przepony. Chcę się śmiać i pokładać z tragedii narodowej, jak to tupolew pierdyknął pod Smoleńskiem.

 

Prezesie TVP, Juliuszu Braunie, wyemituj wiekopomne dzieło komediowe autorstwa Gargas obok „Samych swoich”, „Nie ma mocnych”, „Vabank” i „Seksmisji”. Komedii u nas mało się realizuje, trudny gatunek. Przed „Anatomią upadku” niech słowo wstępne wygłosi Tomasz Sakiewicz.

I po pogrzebie Kaczyńskiej

Prawicowe media wiele robiły, aby pogrzebowi Jadwigi Kaczyńskiej nadać znaczenie polityczne poprzez odwołanie do historii, w tym wypadku do Powstania Styczniowego.

 

Prym w tym zwykle wiedzie „Gazeta Polska”. Tomasz Sakiewicz we wstępniaku „Testament pokoleń”, pogrzeb matki Kaczyńskich zaliczył do pogrzebów smoleńskich, które niby zapoczątkowały proces odnowy (chyba naczelnemu „GP” odnowił się portfel; stał się grubszy, bo przed Smoleńskiem było cienko).

 

Lepszy jeszcze chciał być Marcin Wolski, satyryk. Pogrzeb Kaczyńskiej dla humorysty był porównywalny do Katarzyny Sowińskiej. Artykuł zatytułował „Pogrzeb generałowej Sowińskiej” (która nota bene była luteranką i nie miała zalegalizowane formalnie związku z generałem). ”W ówczesnym stanie umysłów potrzeba było jakiegokolwiek patriotycznego symbolu i trafił się ten. Po raz pierwszy od lat zabrzmiały w Warszawie zakazane patriotyczne pieśni. Śniegowa kula nabierała impetu. Historia lubi się powtarzać. Polacy znów zaczynają szukać wspólnoty na ulicy” – kombinował Wolski.

 

Wolskiemu i innym kabaret pomylił się z uroczystościami żałobnymi. Sam pogrzeb był normalny, nie miał wielu akcentów politycznych, zameldowała się czerń smoleńska i politycy, w których interesie jest pokazywać publicznie żal, bo mają z tego profity u prezesa PiS.

 

Rok 2013 to nie 1863, choćby propagandyści IV RP robili w portki na rzadko. Żal im tylko tyłki ściska.

 

O. Rydzyk chce być święty za życia, a nawet więcej

O. Rydzyk przebija dotychczasowe postacie Kościoła. Wszyscy święci  i najświatlejsi papieże razem wzięci nie umywają się do ojca dyrektora.

 

To małe pikusie.

 

Rydzyk po prostu jest wielki, jak zakręci swym ogonem Mefistofelesa, wszyscy leżą przed nim płazem. I kwękają, i beczą.

 

W „Naszym Dzienniku” opowiada proroctwo kapłana (doktora teologii) ze Szwajcarii, który w temacie „Rydzyk” do Rydzyka powiedział: „Oni cię zabiją, oni ci tego nie darują!”

 

Męczennik za życia. Ba, coś więcej, Chrystus, Mesjasz. Co ja piszę, Rydzyk to więcej niż Syn Boży. Aż boję się pomyśleć.

 

A wszystko to mówi Rydzyk, aby baranki swoje, owieczki depczące za nim – mobilizować, mobilizować. Trzeba wywalczyć cyfrowy multipleks dla TV Trwam.

 

Pointą tego zabicia o. Rydzyka jest jego prozaiczne stwierdzenie: „Pytajmy więc, dlaczego w Polsce mamy mieć tylko osiem kanałów i tylko takie stacje, jakie namaści KRRiT?”

 

Gdy to czytacie, klękajcie przy rzeczowniku własnym – Rydzyk. Sante Subito! Za życia.

 

Dziennikarze niepokorni

Jarosław Makowski, dyrektor Instytutu Obywatelskiego, na swoim blogu w Polityka.pl przedstawia, jaką to receptę na zaistnienie stosują tzw. dziennikarze niepokorni.

 

Najpierw taki gościu niezależny musi idiotycznie i nieprzytomnie zaatakować kogokolwiek z mainstreamu. Im wrzaskliwej, bardziej chamsko, tym lepiej, bo zaproszą takiego kogoś do mediów mainstreamowych i będzie okazja się wyżalić, jak to jest się dyskryminowanym. Niepokorny wzbudza wówczas współczucie, jest ofiarą.

 

„Choć więc liberalne czy lewicowe media nie podzielają przekonań prawicowców, to w imię pluralizmu zapraszają je na swoje łamy. Można więc sądzić, że działa to również w drugą stronę. Że w takich pismach jak „Uważam Rze”, „W Sieci”, Radiu Maryja, na portalu Wpolityce.pl czy Fronda.pl znajdziemy teksty publicystów liberalnych. Otóż nic bardziej błędnego!” - pisze Makowski.

 

Czy jednak jest jakaś szansa, aby zaistnieć na prawicowych portalach, aby móc prowadzi poważną debatę, wymianę argumentów. Mocować się, kto ma rację? Otóż nie!

 

„Może więc liberalni i lewicowi publicyści też powinni zacząć głosić, że są „sekowani” przez media głównego nurtu prawej strony? Marzy mi się oczywiście poważny spór, gdzie siła argumentów byłaby ważniejsza od siły wrzasku, ale na to nie ma co liczyć”.

 

Prawica znalazła sobie świetną strategię istnienia. Jest u siebie publikowana i na dokładkę w znienawidzonych mediach, jak TVN, TOK FM, Wyborcza.

 

Cudem będzie – i zarazem zgodą narodową – gdy nastanie taki dzień, iż Janusz Palikot wystąpi w debacie w TV Trwam, albo Radia Maryja.