Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 83413
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 177

Wilson

Flag Counter

Miesięczne Archiwa: Grudzień 2012

Rokita: Kaczyński będzie rządził

Jan Rokita o zapomnianym drugim imieniu Maria stroni od wywiadów, jak diabli, acz udziela się publicystycznie, dał się wreszcie przekonać specjaliście Onetu od wywiadów Jackowi Nizienkiewiczowi.

 

Pierwsza część wywiadu jest obszerna, bo Rokita to świetny rozmówca i takiż analityk sceny politycznej. Sam siebie formatuje jako tradycyjnego polityka, dla którego wartościowsze są idee, niż poppolityka – a z taką mamy w tej chwili do czynienia.

 

Zarówno taką jest uprawiana polityka przez Donalda Tuska i podporządkowane mu szeregi partyjne, a jeszcze bardziej przez Jarosława Kaczyńskiego i akolitów PiS.

 

W Polsce walczą dwa plemiona: PO z PiS, a reszta się nie liczy. Dwa największe podmioty polityczne żyją w pozorach, a resztówki lewicowe jeszcze w większych majakach.

 

Trochę inaczej to nazywa Rokita, ale da się scena polityczna tak opisać wg jego analizy. Plemiona PO i PiS to zarówno aparat partyjny i wyborcy, którzy są zawiadywani emocjami negatywnymi.

 

Tego nie można ukryć. Po pierwsze wystarczy spojrzeć do najważniejszego medium – internetu – plemię PO pisze bardzo negatywnie o PiS i Kaczyńskim (Kaczorze), a plemię PiS takoż źle o PO.

 

W internauci nie piszą o rzeczach ważnych, ale o wrogu. Oczywiście nie jest to polityka, jest to napuszczanie plemienia na drugie plemię. Bo zauważmy jeszcze jedną kwestię. Kto najwięcej pisze źle o Kościele? Ateiści. I odwrotnie.

 

Rozumu w polityce gawiedzi (elektoratu) nie ma za wiele, a to odpowiada politykom. Czy zwolennik Tuska jest w stanie napisać analityczny tekst o Tusku? Akurat piszę o nieco poważniejszych publicystach, a nie bajdurzeniu blogowym. Nie. Po pierwsze nie potrafi, bo drugie wygodniej napluć na Kaczyńskiego, bo emocje powodują nadczynność gruczołów i produkcję śliny.

 

To tylko niewielka uwaga, o której nie raz pisałem.

 

Zwracam uwagę na spostrzeżenie Rokity, które będzie wałkowane. Mianowicie przepowiada dojście Kaczyńskiego do władzy, bo po 5. latach widzimy nieuzbrojonym okiem, że Tusk się zużywa.

 

Czy tak będzie?

 

Logika dychotomii to podpowiada, a jest to w takim podziale demokratycznym jedyne rozstrzygnięcie. Więc już dzisiaj można rzec: panie i panowie, zapinamy pasy, bo za sterami prędzej, czy później zasiądzie Kaczyński. Będzie trzepało i dupę wytrzęsą turbulencję, wówczas Tusk – więcej niż pewne – zawędruje na wokandę.

 

Oczywiście, nasuwają się inne wnioski i to głębsze, które Rokita też zauważa, ale to jest blog, a nie tekst publicystyczny przeznaczony do druku w poważnej prasie.

 

„Smoleńsk” – kastet i pistolet

 

„Smoleńsk” jeszcze nie powstał, ba! – nie ma jeszcze scenariusza, a już budzi skrajne emocje. Wiele na ten temat mówił w TOK FM Krzysztof Krauze.

 

Nie mylić Krzysztofa Krauze z Antonim Krauze, reżyserem „Smoleńska”, to tylko zbieżność nazwisk.

 

Otóż „Smoleńsk” będzie indoktrynujący, nie będzie w nim miejsca na dyskusje, na wątpliwości, będzie z tezą postawioną z góry – zamach miał miejsce.

 

Wychodzi, iż będzie to ilustracja tez Antoniego Macierewicza: wybuchy, zamachy na pokładzie tupolewa, aby zabić prezydenta.

 

Krzysztof Krauze o celach Antoniego Krauze (reżysera „Smoleńska”) mówi wprost: – Smoleńsk powstanie po to, żeby wydać wyrok, żeby oskarżyć. Jak znam Antoniego i jego temperament, to nie będzie przebierał w słowach.

 

Polska wojna smoleńska uzyska poprzez film amunicję. Kiedyś ta retoryka może otrzymać ostrą amunicję, ale to będzie już wojna domowa i zupełnie innych będą Polacy używali argumentów: kastetu i pistoletu.

 

Film „Smoleńsk” będzie czymś podobnym. Rozpieprzają nam Polskę.

Krzysztof Krauze

Kościelne i smoleńskie paranoje

Abp Józef Michalik w Boże Narodzenia przemawiał z ambony, Monika Olejnik ma kilka słów do hierarchy. Wychodząc ze słusznego założenia, że słowa arcybiskupa nie mogą pozostać bez echa. Należy rozmawiać, używać dialogu.

 

Cóż takiego mówi Olejnik z łamów „Wyborczej”? Przypomina, iż arcybiskup mówiąc swego czasu o „zamachu smoleńskim”, zwrócił uwagę politycznej stronie propagującej tę hipotezę (pewność), iż trzeba mieć twarde dowody, a mądrość opiera się na faktach, a nie teoriach. Dlaczego zatem ani politycy nie posłuchali hierarchy, ani do serca nie wzięli tych słów księża tworzący media kościelne?

 

Może abp Michalik żałuje tych słów i teraz poświęcił kazanie atakowi na wielodzietną rodzinę i propagowaniu zdrady małżeńskiej w kolorowej prasie.

 

Wychodzi na to, że abp Michalik nie ogląda TV Trwam. Zauważyłby, ile w niej jest propagowanej mowy nienawiści, przemówiłby do polityków związanych z Kościołem, aby nie rzucali bezpodstawnych oskarżeń, a zajęli się tym, co dla Polski można zrobić dobrego. Pomyśleli o wspólnej przyszłości, o miejscu kraju w UE, czy i kiedy mamy wejść do strefy euro.

 

Bo pozostanie nam tylko nurzanie się we wraku tupolewa, acz stronie używającej rozumu (lemingom) nie da się wcisnąć kitu o zamachu w Smoleńsku. Pracują nad komisja Macierewicza, media prawicowe i kościelne. Dlatego lemingi ufają Tuskowi.

 

Kraj pozostaje pod okupacją Platformy Obywatelskiej już piąty rok, Tusk dostał mandat w demokratycznych wyborach, Polacy wierzą w jego rozsądek. Michalik na chwilę odzyskał zmysł rozumu. Wygląda, że go zatracił, bo powrócił do bredni o fałszywych zagrożeniach. U hierarchy nastąpił nawrót chorobowy.

 

Ci, którzy niewiele wnoszą do wspólnego dobra ojczyzny, zasmradzają atmosferę w kraju i budują alternatywę, który nic nie ma wspólnego z rozumem i rzeczywistością.

 

Ile można tkwić w chorobie paranoi? Trzeba wreszcie się leczyć.

„Fakt”: fetor smoleński z telefonem satelitarnym

 

Tabloid „Fakt” tyle ma wspólnego z informacją, co analfabeta z wiedzą zawartą w książkach. Otóż ta bulwarówka donosi swoim analfabetom, iż funkcjonariusze BOR nie znali numeru telefonu satelitarnego znajdującego się na pokładzie Tu-154M, który pierdyknął pod Smoleńskiem.

 

Po co mieliby BOR-owcy znać numer tego telefonu? Dziennikarze najgorszego sortu (bo tacy pracują w takich szmatławcach, jak „Fakt”) swoim analfabetom tego nie tłumaczą. BOR to ochrona, a nie łącznościowcy. W jakich potrzebach i warunkach mieliby dzwonić na pokład samolotu.

 

Jeżeli coś zauważyliby na ziemi groźnego dla lotu samolotu, bądź jego lądowania, ich jedynym kontaktem winni być odpowiedzialni za lot tupolewa, czyli piloci.

 

Jeżeli procedury dopuszczałyby BOR-owców do możliwości posiadania numeru telefonu, to byłyby wadliwe. Ten telefon satelitarny służył prezydentowi, może jeszcze komuś, czyli był do politycznych potrzeb, a BOR nie zajmuje się polityką.

 

W „Fakcie” mamy do czynienia jeszcze z takim paranoicznym passusem: - Gdyby w Polsce 10 kwietnia 2010 r. doszło do zamachu stanu, prezydent dowiedziałby się o tym dopiero po wylądowaniu w Smoleńsku, bo funkcjonariusze BOR nie znali numeru telefonu, który był na pokładzie – stwierdził w rozmowie z ”Faktem” pełnomocnik rodziny Kaczyńskich mec. Piotr Pszczółkowski.

 

Kto ten zamach stanu miałby zorganizować? Jarosław Kaczyński? Bo Donald Tusk nie musiał, był premierem rządu polskiego. Piszą w szmatławcach dyrdymały, aby analfabetom w mózgach mieszać groch z kapustą.

 

Tak tabloid wydala z siebie fetor smoleński.

 

Przemysł pogardy prezesa

 

Bracia Karnowscy są publicystycznymi dziadami. Nie piszę tak, aby ich poniżać, latają mi. Mam na myśli ich walory intelektualne i charakterologiczne. Znaczy się: brak tych walorów.

 

Taki jest ich portal wPolityce – dziadowski (acz pierwszy tak określił Wojciech Sadurski), taki jest ich periodyk „wSieci”, gdy w bambuko jeden z nich zrobił Grzegorza Hajdarowicza, dojąc kasę z właściciela „Rzeczpospolitej”, a na boku kręcąc własne lody.

 

Tak mają dziady, jak ktoś będzie chciał zilustrować dziady jako takie, portretować Karnowskich – to są dziady publicystyczne i ludzkie w całej krasie.

 

O innej jednak rzeczy chcę napisać, oto publikują na portalu, aby podrasować sprzedaż numeru świątecznego periodyku, fragmenty książki niejakiego Sławomira Kmiecika „Przemysł pogardy”. Nie warto byłoby wspominać o tej pozycji, bo jej poziom i zawartość nie zaskakują, są średnio nijakie i takoż publicystycznie odkrywcze.

 

Autor utrzymuje, iż nikim tak nie gardzono przed śmiercią i po śmierci, jak Lechem Kaczyńskim. Otóż silniej gardził Polakami tenże samobójca spod Smoleńska (plus 95 innych niewinnych ludzi zabitych przez niego, pośrednio przez brata Jarosława), żadni politycy nie gardzili tak Polakami jak bracia Kaczyńscy.

 

Nieprzypadkowo bracia Kaczyńscy byli nazywani kartoflami, bo takie mieli (Jarosław ma do dzisiaj) pojęcie o polityce, potrzebach Polaków i patriotyzmie.

 

Bracia Karnowscy i dzisiaj „polityk” Kaczyński gardzi swoim elektoratem, którego nie wiadomo dlaczego nazywa patriotycznym, a który został zwiedziony przez zaprzańca i ogłupiony. Pogarda Kaczyńskiego występuje w krystalicznej postaci, może zastanawiać, że tak marny fizycznie człowiek może wmawiać takie brednie, jak kartofle.

 

Pogardę wytwarza kartoflana mentalność Kaczyńskiego. Lech nie wytrzymywał ciśnienia, a dzisiaj Jarosław. Prezes PiS gdy tylko w jakiejkolwiek sprawie się odezwie, konstruuje taką kalumnię, perełkę nienawiści, iż dominuje w sferze publicznej i medialnej. Z wypowiedzi Jarosława dałoby stworzyć kilka grubych tomów leksykonu „Przemysł pogardy prezesa”.

Kościół zatrzaskuje drzwi do ludzi

 

 

Dramat z hierarchami. Nawet w pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Abp Józef Michalik nie może przełknąć niedawno podpisanej przez rząd europejskiej Konwencji o zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie.

 

Dla hierarchy to atak na tradycyjny model rodziny. Podczas pasterki w Przemyślu szef Episkopatu Polski musiał sobie ulżyć. Olaboga, atakowane są kultura, tradycja i kościół.

 

Tak! – świat się zmienia! Hierarcha i jego kościół – nie! Przemoc jest wartością stojącą na straży tradycji. Kobieta w tej tradycji to ktoś gorszy, który jest przymuszony do swej roli siłą. Choćby siłą przyzwyczajeń, ale chodzi głównie o przemoc, która jako argument silnej męskiej ręki jest w tych tradycyjnych rodzinach nadużywana.

 

Dzisiaj rola rodziny jest zupełnie inna niż dawniej. Świat ewoluuje i Kościół w nowej rzeczywistości może nie znaleźć dla siebie miejsca, jeżeli będzie stał na straży takiej tradycji. Dzisiaj Kościół to skamielina, bo takim jest bez kobiet w roli kapłanek.

 

Dostało się od Michalika Januszowi Palikotowi, poświęcił jemu słowa bez użycia nazwiska: – Błazen zajmuje miejsce mędrca, nauczyciela, kapłana. Błazen, wszystko mu wolno. Piana na ustach staje się wzorem niejednego działacza politycznego, któremu wszystko wolno, bezkarnie może obrażać innych ludzi. Myślę, że warto powiedzieć, zauważyć jak często paraliżuje lęk przed prawdą ludzi dzisiaj w świecie.

 

A już myślałem, że Michalik się zmienił. A guzik. Z takimi kapłanami Kościół może pozostać tylko twierdzą anachronicznej tradycji, a taka postawa wróży tylko jedno: porażkę.

 

Kościół w jakiejś postaci się uratuje, lecz nie będzie to Kościół Michalika, ani Rydzyka. Kościół konfesji, kościół otwarty, odpartyjniony, na taki Kościół trzeba poczekać do czasów innego, nowego papieża.

 

Polski Kościół zatrzaskuje sobie drzwi do ludzi. Hierarchowie są wyobcowani z nowoczesności, z emancypacji wartości, jak równość wobec kobiet.

Senyszyn i Rydzyk

 

Czym się różni Joanna Senyszyn od Tadeusza Rydzyka (ojca – wg nomenklatury Kościoła)?

 

Niczym.

 

Rydzyk pieprzy polską przestrzeń publiczną, a ta nieudana eurodeputowana nawet ludziom wierzącym w Wigilię chce dokopać.

 

Tak ma. Senyszyn mogłaby rozbić namiot pod Watykanem i straszyć swoim widokiem i mową wiernych.

 

Zło chodzi parami i pod rękę. Senyszyn nie mogłaby istnieć bez Rydzyka, tak jak on bez niej. Straceni ludzie i do tego mało kumaci.

 

Wszystkim, którzy chcą czegoś więcej, a nie ludzkiej małości (jak wyżej wzmiankowani), składam życzenia świąteczne, bo święto jest w nas, jak radość.

 

Życzenia Kaczyńskiego

Wywiad w Onecie z Ewą Kopacz przypomina czego życzy Polakom Jarosław Kaczyński. Te życzenia nie tylko dotyczą świąt, ale są codziennie formułowane.

 

Prezes PiS chciałby, aby Polskę szlag trafił. Jego życie poszło w drobiazgi. Samotny przegrany człowieczek knuje w każdej sytuacji. Nawet wymyślił paramiera Piotra Glińskiego, aby dorwać się do władzy, oszukać rodaków, a profesor socjologii dał się na to nabrać.

 

Tak mota Kaczyński, zdrajca, narodowy Judasz. Jak sprzedać kraj i los Polaków. Tego nam życzy. Marszałek Sejmu Kopacz ujmuje to dosadnie: „Skoro PiS ma parapremiera, to za chwilę przedstawi pararząd, paraprezydenta i paramarszałka Sejmu. Mam wrażenie, że politycy partii Kaczyńskiego codziennie modlą się o jakąś katastrofę dla Polski, która dałaby im władzę”.

 

Kaczyński – prawdziwy ruski czeławiek.

 

Kartka do Palikota

Przedstawiciel chrześcijańskiego narodu wysłał do Janusza Palikota kartkę świąteczną następującej treści:

Kartka świąteczna musi pochodzić z okolic toruńskich Radia Maryja, albo ulicy Nowogrodzkiej. Tej sam chów chrześcijanina, bo kwoki Rydzyka i Kaczyńskiego spod swoich skrzydeł na świat wydają takich „patriotów”.

 

Towar „Kaczyński” się nie sprzedaje, bo zepsuty

 

Tomasz Lis zastanawia się nad marketingiem Jarosława Kaczyńskiego. Zwłaszcza że na powierzchnie medialną wypłynął człowiek, który odpowiada za jego wizerunek i bierze kasę – Marek Kochan.

 

O Kochanie mam zdanie zdecydowane, tym bardziej że go trochę znam, a to że wiąże marketing z nauczaniem i uprawianiem swojej twórczości, uważam za rzecz niefortunną. Ba, uważam, że Kochan sam sobie dołki kopie, swojej profesji i polityce, bo towar, który sprzedaje (Kaczyński), kiepsko się sprzedaje. Jest trefny.

 

Nie tylko polska polityka i jej obecność w przestrzeni publicznej są fatalne, ale działania wokół polityczne – marketing polityczny i dziennikarstwo.

 

Kochan jest tego najlepszym przykładem. Od pięciu lat opakowuje towar „Kaczyński” i faszeruje go treścią. Towar nie idzie, cuchnie, jest niesmaczny, nieużyteczny i zawsze zepsuty.

 

Wielka wina towaru – Kaczyńskiego. Niemniej taka sama sprzedawcy, producenta – Kochana. Jeżeli temu towarowi nie potrafi nadać odpowiednich walorów rynkowych, dobrze opakować i przekonać szanownych klientów, powinien pieprznąć towar, pieprznąć zawód i zająć się tym, co daje satysfakcję.

 

Kochan jednak tego nie robi. Dlaczego? Kasa, money, money, money. Świetnie płacą w PiS za Kaczyńskiego, towar, który się nie sprzedaje. Kochan zatyka nos, zamyka oczy, pieprzy wszystko, jest sprzedawcą przeterminowanego produktu „Kaczyński”.

 

Źle to świadczy o Polakach – politykach, ludzi, którzy z nimi współpracują (Kochan), dziennikarzach i wyborcach. Nie mamy wiele do zaoferowania w polityce i zawsze marnej jakości. Zepsuty towar, jak w przypadku produktu made in PiS – „Kaczyński”.